Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Świąteczny pocałunek

Wszystkiego najlepszego kochani. Mam nadzieję, że święta upłynęły wam w cudownej atmosferze.


Udało mi się zakończyć Świąteczny pocałunek i mam nadzieję, że wam się spodoba. 
Nie edytowany, nie betowany, ale z serca :)


                                                   “The end„
      Ciężki, mieniący się srebrem i brokatem anioł zdobił czubek potężnej choinki, ostentacyjnie pyszniącej się w kącie kaskadą świątecznych ozdób i światełek. Czubek sięgał wysokiego sufitu świątecznie przystrojonej biblioteki. Każda rozłożysta gałąź, aromatycznie pachnącego lasem świerku, uginała się pod ciężarem bombek i lśniących dekoracji. 
Buzujący ogień w nieopodal stojącym pięknym, niemal dwumetrowym kominku, rozsyłał ciepłe błyski, powielane w nieskończoność w ozdobach, lichtarzach i kieliszkach, wypełniając całe pomieszczenie niepowtarzalną atmosferą, której nie dało się odtworzyć, żadną inną porą roku. Z umiejętnie ukrytych głośników świąteczne melodie snuły się cicho, spowijając wszystkich w radosny, pełen oczekiwania nastrój.  Elegancka, bordowo-złota sofa stała przytulona do małego stoliczka z boku kominka, zapraszając do wtulenia się w miękkie poduszki i delektowania pysznym ajerkoniakiem serwowanym w pięknych kryształowych kieliszkach. Idealny świąteczny wieczór. 
      Nawet gęsto porozstawiane światła, kamery, mikrofony i zwoje kabli snujące się w każdym kierunku nie mąciły tego idyllicznego obrazka, prosto z świątecznych opowieści. 
Maddock musiał przyznać, że Rodney wiedział aż za dobrze jak stworzyć atmosferę, która przemówi do podświadomości wszystkich bez wyjątku, lepiej niż tysiąc słów. Mógł się założyć, że praktycznie każdy członek ekipy pracujący nad ostatnimi ujęciami, sto razy bardziej wolałby właśnie siedzieć w domu z rodziną, przeżywając ten niesamowity czas, a jednak mimo to wszyscy nadal tutaj byli, uwijając się jak mróweczki, porwani jego charyzmą i czarem. Niestrudzeni i oddani, dumni z tego że mogą wesprzeć tak szczytny cel, i że ich pomoc naprawdę czyni różnicę. Rodney, przy cichym aczkolwiek niestrudzonym wsparciu Parkera, zdołał zarazić wszystkich entuzjazmem i wiarą w powodzenie ich kampanii.       W trzy tygodnie nawet najwięksi sceptycy zaczęli aktywnie się udzielać i pomagać na wszelkie sposoby. Powstało wiele fundacji, kilka akcji pomagających doraźnie w wielu miejscach na świecie, i sporo bogatych i znanych zaangażowało się osobiście w szukanie rozwiązań dla najistotniejszych problemów. Prawnicy, lekarze, doradcy, właściciele domów, placówek, terenów wypłynęli z cieni codziennego życia, aby wspólnie zacząć myśleć nad jakimś wspólnym, spójnym planem jak permanentnie zmienić ciężką i nieraz tragiczną sytuację tych którzy nie mieli gdzie się zwrócić. Trudno było oczekiwać jeszcze więcej, a jednak Maddock był pewien, że to i tak było nie dość. 
Może to ten wieczny sceptyk w nim unosił głowę za każdym razem, kiedy zaczynał za bardzo ulegać nastrojowi ekscytacji i podnieceniu. A może to po prostu był instynkt samozachowawczy? Tak czy inaczej, nigdy w życiu nie czuł się tak rozdarty i niespokojny jak w tym momencie. Do jego i Darnella ostatniego ujęcia zostało dosłownie kilka minut, a on nie miał bladego pojęcia co powie. Nic co przychodziło mu do głowy nie wydawało się wystarczająco dobre. Cokolwiek by nie wymyślił, to i tak miał wrażenie, że trywializuje całą sytuację. Miał uczucie, że nigdy nie będzie w stanie pojąć w pełni tego co ci ludzie musieli przeżywać na porządku dziennym. Jak więc miał ująć w słowa coś, czego nie dało się objąć umysłem? 
       Jeśli jednak miał być szczery ze sobą, to musiał przełknąć dumę i przyznać, że to nie było jego jedyne zmartwienie.  Jego głównym i największym dylematem był mężczyzna teraz stojący po drugiej stronie pomieszczenia. Mimo że wydawał się być pogrążony w rozmowie ze swoim bratem i ich niespodziewanym gościem, to i tak Maddock czuł jego badawcze spojrzenie na sobie. Nie musiał nawet patrzeć w tamtym kierunku. Nie żeby mógł się oprzeć pokusie zerkania i to częściej niż czuł się z tym komfortowo. Za każdym jednak razem, ilekroć by nie uniósł spojrzenia to Darnell patrzył na niego, a jego twarz rozświetlał wielki uśmiech. Maddock mógłby przysiąc, że gdyby nie wiedział lepiej to pomyślałby, że jego partner naprawdę odczuwa radość widząc go. Było idiotyzmem nawet myśleć w ten sposób. Nie wiedział jednak co sądzić skoro Darnell zachowywał się jak zakochany idiota większość czasu, resztę czasu zachowywał się po prostu jak idiota. Uśmiechał się, promieniował szczęściem, flirtował z nim na potęgę i w żaden sposób nie ukrywał atrakcji, którą do niego czuł. Mózg Maddocka był w ciągłym tumulcie, a jego ciało na hormonalnym rollercoasterze. Przez gros czasu, kiedy był sam był zagubiony i samotny, niczego bardziej nie pragnąc niż żeby nie czuć się w ten sposób. Za to kiedy był przy boku Darnella był stracony i bezradny, pragnąc uciec lecz nie mogąc. Składając to wszystko razem do kupy dawało mu niezłego emocjonalnego doła. Po raz pierwszy w życiu nie umiał podjąć jednoznacznej i rozsądnej decyzji. Nie umiał przejść nad tym do porządku dziennego. 
Był skołowany i winił za to Darnella. Za to i za drżenie rąk, za palpitację serca i motylki w brzuchu też. A najbardziej winił go za to, że był zabawnym, atrakcyjnym, dobrym mężczyzną i że nie sposób było mu się oprzeć!
– Dobrze panowie, siadajcie na sofie, zrelaksujcie się i możemy zaczynać – zakomenderował reżyser klaszcząc głośno w dłonie i przyciągając uwagę wszystkich. Z nieopisaną ulgą Maddock dostrzegł, że nie jego i Darnella ma na myśli, tylko Warda i Dru. Mężczyźni wyłonili się z niewielkiego tłumku i ruszyli do kanapy. Ku zaskoczeniu Maddocka, Ward wydawał się być zrelaksowany i wesoły, a Dru sztywny i spięty. Całkowite przeciwieństwo do tego kiedy nagrywali ich scenę.
Bez ceregieli Ward klapnął na kanapę, wyciągając długie nogi przed siebie, a przedramię opierając nonszalancko na oparciu sofy. Dru za to stanął na moment i dopiero biorąc kilka głębokich oddechów usiadł w przeciwległym kącie mebla. Cokolwiek stało się między tymi dwoma, Maddock nie miał sił, aby to zanalizować zbyt dogłębnie. 
Okej, skupcie się i do dzieła! Wszystko jest gotowe, więc mam nadzieję, że macie przygotowane co chcecie powiedzieć, bo nie mamy zbyt wiele czasu i nie będzie nieskończonych powtórek – zagrzmiał Bruyer upewniając się, że każdy obecny rozumie, iż lepiej dla dobra wszystkich zebranych, aby całość poszła jak spłata. – Wszyscy wiedzą co mają robić. Krótko i na temat dlaczego wzięliście udział w kampanii, miłe świąteczne przesłanie zakończone „świątecznym pocałunkiem”. Proste!
   Powodzenia z tym, pomyślał Maddock z kpiną. On sam był pewien, że nie da rady nic z siebie wykrztusić, a jeśli jakimś cudem uda mu się otworzyć usta, to nie mógł gwarantować, że to co spłynie z jego języka będzie miało jakimkolwiek sens. Obstawiał, że po prostu będzie siedział tam sparaliżowany i nieruchomy bez słowa z dwudziestoma ludźmi gapiącymi się na niego jak na idiotę. 
      Całkiem nowy i nieprzyjemny rodzaj drżenia przepłynął po jego ciele. Nie znosił tej niepewności. Stresu. Napięcia unoszącego się w powietrzu. Każdy był rozemocjonowany ważnością tego dnia i to czyniło wszystko jeszcze intensywniejszym. Dałby wszystko, aby już było po całym tym zamieszaniu. Oliwy do ognia dolewało to, że jak nigdy Darnell trzymał się od niego z daleka. Nie żeby zależało mu na towarzystwie tego uparciucha, bo mu nie zależało. Chodziło tylko o to, że zmiana w dość przewidywalnym do tej pory zachowaniu aktora, tylko dodatkowo wytrącało go z równowagi. Miał wrażenie, że jego umysł i ciało zdecydowało działać przeciwko sobie. Zaczynał być emocjonalnym wrakiem z burzą hormonalną i semipemamentnym wzwodem.
     Cichy, ale pewny głos Warda wbił się w rozbiegany umysł Maddocka, uwalniając go od szaleńczej pogoni myśli. Mężczyzna siedział zrelaksowany z lekkim uśmiechem patrząc w kamerę. Wydawało się, że nie dostrzega swojego sztywno siedzącego partnera. Jakim cudem role między nimi się odwróciły i nawet kiedy to się stało przekraczało możliwości pojmowania Maddocka. Miał wrażenie, że przy tej całej kampanii działo się znacznie więcej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Najlepszym przykładem było chociażby on i Darnell.
– „Kiedy zdecydowałem się na udział w tej kampanii, wydawało mi się, że działam pod przymusem. Że społeczeństwo zmusza mnie do opowiedzenia się po czyjejś stronie, a mnie to zwyczajnie nie obchodziło” - stwierdził Ward bez cienia skruchy. Na wielu twarzach pojawiły się lekkie oznaki niepokoju, ale Rodney tylko nieznacznie potrząsnął głową, zabraniając komukolwiek interwencji. „Nie mogę powiedzieć, że mi się to podobało. Raczej trudno przychodzi mi naginanie się do czyiś wymagań.” Sarkastyczny uśmiech wypłynął na jego usta. Z lekkim potrząśnięciem głowy kontynuował, bardziej jakby myślał na głos, niż dawał wywiad. „Teraz jednak wiem, jak bardzo się myliłem. Przymus owszem istnieje, ale jest to przymus pochodzący z serca i duszy każdego normalnego człowieka. Jak mogę nic nie robić skoro to może być dosłownie kwestia życia lub śmierci drugiego człowieka? Wystarczy się rozejrzeć, aby nagle zdać sobie sprawę z tego co się dzieje i zrozumieć, że musimy zareagować. Wszyscy, bez wyjątku. Dlaczego? A no dlatego, że kiedy odwracamy wzrok i udajemy, że nie widzimy, nie mamy z tym nic wspólnego, to nadal jesteśmy tak samo winni jak ci którzy niszczą cudze życie. Każdy jest tylko człowiekiem i mamy tak wiele wad jak i zalet, szkoda tylko, że jesteśmy skłonni raczej patrzeć na innych i oceniać ich bez zastanowienia lub zrozumienia. Wydajemy sądy i opinie nie martwiąc się jakie konsekwencje to może mieć ani czy w ogóle mamy prawo i kwalifikacje, aby się wypowiadać. Kiedy jednak mamy wziąć odpowiedzialność za nasze postępowanie, chowamy głowę w piasek. Czas zakończyć to. Mam nadzieję, że ta kampania otworzy oczy ludziom. Że wreszcie zmobilizuje tych opornych do działania, a tych niepewnych do szukania odpowiedzi na wątpliwości. Wstyd mi, że potrzeba było szoku i porządnego kopa, aby wreszcie zrozumieć, że mam moralny obowiązek stawić się po stronie tych, którzy cierpią.” Z długim przeciągłym westchnieniem zakończył swoją wypowiedź. „Jest jeden świat dla nas wszystkich, każdy ma tutaj swoje miejsce. Nie oceniaj ludzi przez pryzmat własnych uczuć czy przekonań. Nie są uniwersalne i nie są idealne.”
       Pięciosekundowa cisza która zapanowała po słowach Warda był ciężka jak ołów i przez moment Maddock zastanawiał się co dalej. Nie wydawało się, jakby Dru był w stanie się odezwać. Ward jednak szczerząc zęby w uśmiechu poklepał swojego towarzysza po kolanie i zdawało się, że to zdziałało trik, bo większy mężczyzna, wzdrygając się lekko, spojrzał w kamerę. Maddock w życiu nie widział tak intensywnego spojrzenia.
–„Chciałbym powiedzieć, że wierzę iż teraz wszystko się zmieni, i każdy będzie miły, grzeczny i serdeczny dla siebie nawzajem, ale to by było bezczelne kłamstwo. Nasze występy prawdopodobnie sprowokują wielu ludzi do jeszcze zacieklejszego walczenia z każdym, kto nie pasuje w ich ciasne ramki. Ci którzy do tej pory dręczyli, krzywdzili innych nie przestaną nagle, bo ktoś tam zapoczątkował nową kampanię. To nie w ich naturze i nie oddają władzy nad innymi bez walki.” Intensywny ogień płonął w stalowych oczach Dru, a po plecach Maddocka spłynął zimny dreszcz. Darnell chyba też wyczuł nagłe napięcie, bo podszedł do niego i stanął przy nim bez słowa. Jak anioł stróż, dzielący się gorącem buchającym z jego ciała i ogrzewającym zmarzniętą duszę Maddocka. „Mam jednak nadzieję, że nasza kampania uświadomi im, że nie są bezkarni i że nie są już niewidzialni. Że jest ktoś, kto będzie zwalczał każdą niegodziwość i niesprawiedliwość. Mam też nadzieję, że większa liczba ludzi uświadomi sobie, że nie mogą i nie mają prawa oceniać innych ludzi po wyglądzie, ich orientacji seksualnej, płci czy religii, bo nie mają pojęcia jaka jest rzeczywistość.” Wskazując kciukiem na siebie Dru wbił spojrzenie w swojego towarzysza. „Mam na imię Dru Raymond, ale urodziłem się jako Andrea Raymond i zajęło mi ponad piętnaście lat cierpienia, terapii, szeregu operacji, niezliczonych sesji z psychologiem i rozłamu w rodzinie, żeby wreszcie móc być sobą. Łzy i rozpacz towarzyszyły uwolnieniu mojego umysłu z niewłaściwego ciała, głównie dlatego, że ludzie, których w ogóle to nie powinno interesować, woleli by raczej stłamsić moją duszę i złamać mój umysł, aby pasował do ich wyobrażenia kim jestem!” Cicha, ale stanowcza deklaracja wywołała kilka głośnych sapnięć zaskoczenia. Maddock poczuł się jak uderzonym obuchem. Nie mógł uwierzyć własnym oczom i uszom. Dru był kobietą. Nie mieściło mu się to w głowie. Kręcąc głową przyjrzał się obu mężczyznom starając się nagle przejrzeć ich na wylot. Zobaczyć co kryło się pod ich skórą. Dru definitywnie nie był kobietą. Nieważne z jakimi narządami się urodził. Jeśli ktoś był mężczyzną, to był nim Dru. Również  nagle zaczerwieniony Ward musiał rozważać podobną linię myśli. Wydawało się, że burza uczuć przepłynęła przez jego twarz. Głównie jednak to była walka między szokiem i zrozumieniem. Wydawało się, że nagle coś pojął i wszystko zaczęło mieć dla niego więcej sensu. Dru jednak nie zdawał się tej jego wewnętrznej walki emocji rejestrować. Spojrzał ponownie w kamerę kończąc swój wywiad. Po jego twarzy można było poznać, że czas owijania w bawełnę się skończył. ”Jeśli uważasz, że masz prawo wpierzać się z buciorami w cudze życie, mam dla ciebie wiadomość. Nie interesuje mnie czy mnie rozumiesz, czy przyjmujesz do wiadomości moje istnienie, czy zgadzasz się z moją egzystencją. Twoja opinia nie ma znaczenia, bo nikt cię nie pyta o zdanie. Twój osąd jest nieistotny w temacie, który cię nie dotyczy. Ten świat należy do mnie tak samo jak do ciebie. Należy do nas wszystkich. Lepiej się posuń, bo my się nigdzie nie wybieramy.” Pochylając się w kierunku Warda wycisnął na jego ustach błyskawiczny pocałunek. Krótki i dosadny, i zdecydowanie nie taki, jaki Rodney i Parker mieli na myśli, kiedy mówili o „Świątecznym pocałunku” z przesłaniem.
      Ciche klaskanie zakończyło ujęcie. Grupka ludzi dopadła do sofy zanim jeszcze Dru i Ward mieli szansę dobrze wstać. Gwar i szum wybuchł jak w ulu, i Maddok miał ochotę otrząsnąć się, w nadziei, że to pomoże jego skołatanej głowie ogarnąć wszystko co się na około działo. 
- Wow – mruknął Darnell z wargami tuż przy jego uchu, smażąc jego i tak napięte do granic możliwości nerwy jeszcze bardziej. Zwalczając chęć dźgnięcia swojego przyjaciela łokciem w brzuch, Maddock odsunął się na odległość ręki. Darnell tylko wzruszył ramionami uśmiechając się łobuzersko. Uwielbiał się droczyć z nim i nawet tego nie ukrywał. – Trzeba powiedzieć, że tutaj nigdy nie jest nudno – zauważył sucho, skinąwszy w stronę gdzie właśnie szerokie plecy Dru ginęły za wolno zamykającymi się drzwiami. Ward z dziwną miną stał i patrzył za nim. – Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że już mnie nic nie zdziwi, coś takiego się zdarza. Ludzie po prostu są nieprzewidywalni. 
- Nieprzewidywalni? – wtrąciła z ironicznym parsknięciem jedna z asystentek reżysera, stojąca tuż obok nich. Cała gama uczuć mieniła się na jej pięknej twarzy. Głównie jednak dominowało zniesmaczenie i irytacja. – Spróbuj raczej ograniczeni i egoistyczni. – Widząc zdumione twarze mężczyzn, potrząsnęła głową z zniecierpliwieniem i rzuciła na odchodnym. – Dru przeszedł przez piekło, a ten idiota Ward pewnie jeszcze do tego doda swoja ignorancją. Nagle znalazł dobre usprawiedliwienie dlaczego napalił się na Dru. W jego malutkim, płyciutkim umyśle Dru jest tak naprawdę kobietą, a nie mężczyzną i przez to jego pociąg do niego ma nagle sens.  - Zniesmaczona i wyraźnie wkurzona odeszła zostawiając oniemiałych towarzyszy.
- Wow – ponownie parsknął cicho Darnell. – Nie jestem pewien co się właściwie stało przed chwilą.
- Mnie nie pytaj – odburknął Maddock, ucinając temat zanim się zaczął. – Mam wrażenie, że jestem w jakimś surrealistycznym śnie. Świecie nawet.
- Ty możesz mieć rację – przystanął Darnell śmiejąc się i z sympatią mrugając do niego. Jego lśniące oczy niemal wciągały w swoją głębie. – Takie wytłumaczenie miałoby znacznie więcej sensu, niż cokolwiek mój umysł może wyprodukować. 
    Odrywając, z nie małym wysiłkiem, spojrzenie od swojego partnera, Maddock poszukał jakiegoś innego obiektu na którym mógłby się skupić. Czegoś co by mu pomogło uniknąć wszystko widzącego spojrzenia Darnella. Pierwsza osobą na której zatrzymało się jego wzrok, był Parker. Mężczyzna stał z kamienną twarzą, patrząc na pustą sofę, jakby próbował się upewnić, że wszystko co się dzieje naokoło, to nie tylko jakiś pokręcony sen.
- Twój brat wydaje się niebotycznie wkurzony – zauważył cicho, mając nadzieje, że to odwróci uwagę jego partnera choć na chwilkę od niego. Darnell roześmiał się.
- Nie, to nie jest jego wkurzona mina – zakpił przewracając oczy z przesadą. – To jego zmartwiona mina. Teraz pewnie będzie się stresował tym czy Dre dobrze się czuje, czy występy nie przysporzyły mu zbyt wielkiego stresu i tak dalej.
   Marszcząc brwi, Maddock przyjrzał się starszemu bratu Kimrey. Chwiejny pakt o nieagresji, który panował między nimi, powodował, że obaj raczej unikali się nawzajem, a co za tym szło, nie mieli okazji poznać się zbyt blisko. Rozumiał jego zachowanie i nastawienie, do jego „nie-związku” z Darnellem, i nawet się z nim zgadzał. Szkoda że jego głupie serce nie słuchało rozumu.
- Nie chciałbym się znaleźć po jego niewłaściwej stronie – mruknął Maddock cicho, z ulgą rejterując, kiedy charakteryzatorka przywołała go do siebie gestem.
Przez kolejne kilka minut modlił się żarliwie, aby przetrwać te ostatnie wystąpienie i nie zbłaźnić się totalnie i bezpowrotnie. Serce chciało mu wyjść gardłem na samą myśl o wystąpieniu Darnella. 

***
        Światła kamer wydawały się Darnell'owi wręcz oślepiające, kiedy podszedł do sofy, aby usiąść przy sztywno siedzącym Maddocku. Mężczyzna wydawał się tak napięty, że Darnell w ostatnim momencie zrezygnował i zamiast siadać na kanapie osunął się na podłogę siadając tuż przy nogach swojego partnera, plecami opierając się o siedzisko mebla. Chciał być jak najbliżej, ale jednocześnie nie naruszać jego przestrzeni osobistej. Atmosfera była burzliwa między nimi i bez tego. Pięć sekund i pot spływał mu po plecach pod koszulą. Każdy nerw, i mięsień w jego ciele wydawał się wibrować niepokojem i oczekiwaniem. Dławiło go w gardle i miał nieodpartą chęć wytarcia spoconych dłoni w nogawki swoich eleganckich spodni. W ostatnim momencie jednak powstrzymał się. Nie chciał zdradzać całej ekipie i swojemu bratu jak bardzo spięty był. Maddock doprowadzał go do szaleństwa. 
    Brouyer zasygnalizował gotowość i cichy klaps uciszył wszystkich jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Powolne lecz ogłuszająco głośnie bicie serca rezonowało w głowie Darnella. Nawet nie wiedział czemu tak się stresował. Nie ustalali wcześniej, który zacznie, ale po kilku niemożliwe długich, gęstych jak syrop sekundach, zrozumiał, że jego przyjaciel nie zamierza się odezwać. Przełykając głośno spróbował pozbierać emocje i myśli, i stworzyć z nich jakąś logiczną całość.
– „Udział w tej kampanii był jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek dokonałem” przyznał szczerze. Miał wiele powodów, aby tak uważać i nie zamierzał tego ukrywać. „Po pierwsze musiałem spojrzeć na siebie i swoje życie, i nie spodobało mi się to co zobaczyłem. Musiałem zastanowić się dlaczego na początku odczuwałem tak wielki opór przed wzięciem udziału? Okazało się, że jestem egoistą. Zabiegany, zapatrzony w własną karierę, ignorujący to co się dzieje naokoło, bo mnie nie dotyczy. Ja i niemal każda osoba którą znam.” Potrząsnął głową nadal nie wierząc, że zajęło mu tak długo, aby pojąć rzeczy tak oczywiste. „Uświadomiłem sobie, że płynę z nurtem. Bezmyślnie, bez emocjonalnie, byle do przodu. Nie ważne co się dzieje na około. Ludzie żyją, umierają, cierpią, ale dla mnie to było do tej pory tylko coś, co przydarza się innym. Teraz jednak zostałem zmuszony, aby spojrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Pomyśleć chwilę, zastanowić się. Moje otoczenie ma wielki wpływ na wielu ludzi. Stoją często na piedestale. Uwielbiani, podziwiani, naśladowani. Co jednak robią z tym, poza wykorzystywaniem, aby zdobyć więcej sławy, pieniędzy, fanów? Ta kampania otwarła mi oczy. Nagle dotarło do mnie, że każdy kto jest jakąkolwiek figurą społeczną, idolem, osobistością, powinien wziąć na siebie pewne obowiązki. A przede wszystkim zacząć od siebie edukację i integrację. A już zdecydowanie stanąć murem przeciwko dręczeniu, homofobii, krzywdzeniu innych ludzi.” Patrząc prosto na swojego brata Darnell wyznał bez mrugnięcia okiem. „Nie będę udawał, że to jest łatwe i proste, bo nie jest. Jak z wszystkim, co jest naprawdę ważne, może okazać się, że musimy stawić czoło wyzwaniom na które nie jesteśmy gotowi lub że dowiemy się o samych sobie rzeczy, których nigdy nie podejrzewaliśmy na własny temat. Może to nie być nic dobrego, a może być wyzwalającym, doniosłym doświadczeniem. Jedno jest pewne, robiąc tę właściwą rzecz zmienimy czyjeś życie na lepsze. Może nawet własne życie. Nie ważne czy jesteśmy mężczyzną, czy kobietą. Wszyscy jesteśmy ludźmi i potrzebujemy miłości.” Bez mrugnięcia okiem wbił spojrzenie w nic nie zdradzającą, skupioną twarz swojego partnera. Oddałby duszę diabłu, aby w tym momencie posiadać możliwość czytania w jego myślach. Chciał powiedzieć o wiele więcej, ale obawiał się, że Maddock by tego nie docenił. On sam miał wielki problem pojęcia co właściwie się stało i dlaczego nagle zapałał całą repertuarem uczuć do tego dziwnego, często oschłego człowieka.
Maddock wyraźnie czując się nieswojo pod badawczym spojrzeniem zwrócił się do kamery, chcąc zakończyć ten cały występ jak najszybciej.

– „Mimo że nie bardzo rozumiałem w jaki sposób taka forma kampanii miała pomóc w tak ważnej sprawie, bo przecież co ma dwóch przypuszczenie heteroseksualnych mężczyzn całujących się udowodnić? To zwyczajnie nie mogłem odmówić udziału. Głównie dlatego, że wbrew pozorom problem homofobii, dręczenia, nieprzeciwdziałaniu dyskryminacji i braku właściwiej edukacji w tym temacie dotyczy znacznie więcej ludzi niż to by się mogło wydawać. Jeśli nie chodzi o nas bezpośrednio, to może chodzić o nasze dzieci, kogoś z naszej rodziny, przyjaciół, współpracowników czy osoby pośrednio związane z naszym życiem codziennym. Osoby których twarze widujemy każdego dnia, uśmiechamy się może nawet do nich. Wymieniamy pozdrowieniami. Nasza obojętność czyni nas tak samo winnymi jak tych, którzy przyczyniają się do rujnowania życia ludzi tylko, że nie mieszczą się w ciasne ramki ich umysłów.” Wzdychając głęboko Maddock rozejrzał się po całej scenerii patrząc na ludzi ich otaczających. „Możemy udawać, możemy chować głowę w piasek. Nie zmieni to jednak rzeczywistości. Nasze życie jest nieprzewidywalne. Próbowanie zatrzymania na siłę postępu i rozwoju jest po prostu idiotyczne, i z góry skazane na niepowodzenie. Rozwijamy się i uczymy, bo to jest w naszej naturze. Łakniemy wiedzieć i rozumieć. Musimy jednak zacząć od zrozumienia siebie.„ Przełykając ślinę Maddock spojrzał w oczy Darnella.”Ta kampania pomogła mi zrozumieć, co dwóch całujących się mężczyzn czy kobiet może udowodnić. A mianowicie, że musimy zmienić nasze postrzeganie związków międzyludzkich. Otworzyć się i zmienić nienawiść, strach na sympatię i przyjaźń. Budować zamiast niszczyć. Musimy przestać kurczowo trzymać się przekonań narzuconych nam przez innych i wreszcie zacząć myśleć samodzielnie. Dwóch całujących się mężczyzn udowodniło mi, że nie musimy się bać, bo nie ma czego.” Ciągnąc Darnella za rękę, zmusił go do tego żeby usiadł przy nim na kanapie. Darnell czuł że serce podchodzi mu do gardła. Słowa Maddocka dawały mu nadzieję, na którą nie pozwalał sobie wcześniej. „Bliskość może być przerażająca, ale jaki wybór mamy? Przeżyć nasze życie opuszczając bezpieczne mury, które wybudowaliśmy naokoło siebie, chowając się przed bólem i rzeczywistością okrutnego świata, aby zrobić to co słuszne i dobre lub umierać na raty kilkadziesiąt lat w samotności. Ja wiem jaka jest moja decyzja. Świąteczny pocałunek pomógł mi zrozumieć jak mało wiem, jak wiele jest jeszcze do odkrycia, zrozumienia i zrobienia. Póki co jest tylko jeden świat dla nas wszystkich i mamy tylko jedno życie, bez szansy na naniesienie poprawek” Pochylając się w stronę Darnella, Maddock uchwycił jego usta w głębokim, stanowczym pocałunku. Darnell nie zamierzał się w ogóle opierać jednak. Z westchnieniem ulgi  rozwarł wargi wpuszczając jego język do środka. Nie przypuszczał żeby kiedykolwiek miał dość. Przerażało go to. Niestety Maddock urwał pocałunek, a ekipa zaczęła klaskać na zakończenie ujęcia, wybijając go z lekkiego oszołomienia.
     Nagle dotarło do niego, że to już zasadniczo koniec. Ich rola w kampanii była zakończona. Mogli spakować się, pożegnać się i mogli wracać do domu. Wstając niepewnie na nagle drżących nogach Darnell rozejrzał się bezradnie nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. Nie chciał przyznać, że po raz pierwszy jego życie w dużej mierze spoczywało w rękach kogoś innego. Jedyne czego chciał, to dostać szansę. Maddock z nieśmiałym uśmiechem przyjmował pochwały i komplementy od ekipy, która ich obległa. Nawet po kilku tygodniach nie umiał się odnaleźć w tłumie jawnie okazujących mu sympatię ludzi. Jak radził sobie z popularnością jako sportowiec było zagwozdką dla Darnella. 
     
      Otrząsając się z poplątanych myśli, Darnell wycofał się, chcąc uniknąć kolejnej fali rozemocjonowanych ludzi napierających na nich. Oczywiste było, że każdy się cieszył. Wiele nadziei i pracy było włożone w cały projekt, i wszyscy wręcz z zapartym tchem czekali na rezultaty.
     W wigilię Bożego narodzenia kampania miała oficjalnie wystartować, a więc kolejne dwa dni były najistotniejsze dla zakończenia prac przygotowawczych z sukcesem.  Presja była ogromna i Darnell widział napięcie i stres znaczący twarz jego brata głębokimi bruzdami zmęczenia. Chciałby ulżyć mu, ale był bezradny nie wiedząc co jeszcze mógłby zrobić. W końcu oddał tej kampanii swój czas, pieniądze i serce.
   O sercu mówiąc, jego oczy znów powędrowały za Maddockiem wolno sunącym przez tłum, wiecznie zaczepiających go ludzi. Ruszał się jak robot, powoli, ale niestrudzenie. Jego głowa przytakiwała, a usta ruszały się w odpowiedzi, jego oczy jednak były wbite w Darnella jak dwa lasery. 
      Dreszcze ekscytacji i niepokoju przepłynął mu po plecach. Miał wrażenie, że kiedy jego przyjaciel do niego dotrze, najbardziej zwariowane tygodnie jego życie dojdą do kulminacyjnego momentu. Czy jednak będzie to koniec, czy początek życia jakie znał?
- Co teraz? – zapytał zanim jeszcze jego mózg zdołał wysłać jakiś konkretny impuls do reszty jego ciała. Musiał wiedzieć.
Maddock podszedł blisko, stając z nim twarzą w twarz. Jego oczy błyszczały, ale minę miał bardzo poważna. Darnell uwielbiał jego zapach, ciepło bijące z muskularnego, szczupłego ciała i intensywne spojrzenie bystrych oczu. Uwielbiał wszystko w tym człowieku. 
- Teraz? Teraz idziemy świętować... – odparł Maddock spokojnie, jakby odpowiedź była oczywista. Lekki uśmiech wygiął kącik jego ust. – Dzisiejszy dzień i dzisiejszy sukces...
 - A co potem?
 - A potem będziemy świętować każdy kolejny dzień. Tak długo jak długo będziemy w stanie.
 - Razem? - zapytał Darnell gwałtownie, chwytając ramiona Maddock prawie nim potrząsając, nie mogąc już zwyczajnie wytrzymać napięcia. Sportowiec roześmiał się odrzucając głowę do tyłu i obejmując Darnella ramionami w pasie.
 - Razem. Życie bez ciebie byłoby puste i jednostajne. Nie chce umierać na raty!
    Wypuszczając długo wstrzymywany oddech Darnell złapał Maddocka w objęcia niemal unosząc go nad podłogę. Radość rozpierała mu pierś, a emocje podejrzanie chciały wypłynąć mu oczami. Męsko jednak zapanował nad sobą. Patrząc swojemu partnerowi w oczy zadeklarował stanowczo.
- Obiecuję, że będę cię irytował nie częściej niż raz na tydzień.
- Wątpię w to, ale doceniam gest – Maddock wyśmiał go bez skrupułów. Splatając palce ich rąk, pociągnął nie opierającego się Darnella do wyjścia. – Chodźmy zacząć nasze świętowanie. Jak znam życie, czeka nas niezła jazda bez trzymanki od teraz.

    Darnell nie obawiał się tego co go czekało jeśli tylko Maddock będzie stał przy nim stawiając czoła reszcie świata. Był wart każdego wysiłku i starania. Reszta świata mogła dosłownie i w przenośni cmoknąć go w cztery litery. 



*********************************************************
Za wszelkie literówki i błędy przepraszam. Pisałam zakończenie dosłownie na kolanie w przerwach w przygotowaniach do świąt.
Pisząc to zakończenie cały czas myślałam co jeszcze się może wydarzyć w ich życiu. Być może będę musiała wrócić do nich i przekonać się co życie im przyniosło ;)

środa, 8 czerwca 2016

Moje ebooki

Kochani w odpowiedzi na wszystkie emaile, które otrzymuję, przy pomocy mojego nieocenionego partnera, udało mi się znaleźć rozwiązanie w kwestii sprzedaży moich ebooków.
Jest to tymczasowe rozwiązanie i nie jest idealne, ale da szansę tym, którzy szukają moich prac, łatwe ich nabycie.

Zdecydowałam się skorzystać z usług PayPal, który jest dziecinnie prosty w obsłudze.
Każdy zainteresowany moimi opowiadaniami, może teraz zakupić je wysyłając płatność z tytułem książki na mój PayPal, a ebook będzie wysłany na wasz adres email tego samego dnia.

Adres email PayPala to: anishyadevlingel.books@gmail.com


Ceny ebooków:

Ile jest prawdy w prawdzie? - 12,99 zł

Pan pozna Panią... Pana - 10,99 zł

Poślizgiem pod choinkę - 8,99 zł



Postaram się dopracować wszystko jak najszybciej. W razie pytań, wątpliwości lub problemów, proszę piszcie na mój nowy email. Tym sposobem będę w stanie zareagować szybciej.
Dziękuję wam za zainteresowanie, piękne komentarze i cudne emaile.
Dzięki wam chce się żyć :)


piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt - rozdaję upominki :D

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć wam wszystkiego najlepszego. Wspaniałych, spokojnych chwil wypełnionych szczęściem i radością. Pięknej choinki i szczodrego Świętego Mikołaja, nawet jeśli znajdujecie się na liście "nie aż tak grzecznych".
Cieszcie się, bawcie, przeżywajcie ten wspaniały świąteczny okres jak tylko chcecie i pragniecie. 

Nas żadne ramki i nakazy nie dotyczą, bo my spotykamy się w świecie fantazji i nadziei, i nic nas nie ogranicza. Przenieśmy to do naszej rzeczywistości. 
Niech Nowy Rok będzie piękniejszy, dłuższy i szczęśliwszy dla was, i niech wasze plany, marzenia i nadzieje spełnią się co do joty. 

*****

Dziękuję za wszystkie komentarze i życzenia. Wiele dla mnie znaczą. Nie zawsze są miłe, ale zawsze są przyjęte z poważaniem. Czytam każdy mail i opinię, kiedy tylko mam szansę. Nie zawsze mam możliwość odpowiedzieć na wszystkie wiadomości, chcę jednak żebyście wiedzieli, że nigdy moim zamierzeniem nie było zwodzić was czy bawić się z wami w obiecanki. Chciałabym spełnić wasze oczekiwania - dlatego też traktuję moje pisanie bardzo poważnie. Nie chcę robić tego na odczepnego. Chcę włożyć w każdy kawałek, w każde opowiadanie moją duszę i serce. Wierzę, że się rozwijam nawet kiedy nie piszę i nie czytam. Wracając do niektórych moich tekstów w myślach, widzę rzeczy które chciałabym zmienić, rzeczy których nie dostrzegałam wcześniej. Rozumiem rzeczy, które nie docierały do mnie jeszcze w zeszłym roku.
Więc nie, nie uważam, że marnuję wasz i swój czas. Dojrzewam i wierzę, że to przyniesie korzyść moim pracom. 
Jeśli poczekacie sami będziecie mieli szansę się przekonać. 
Jeśli nie, żal mi będzie was pożegnać, bo naprawdę bardzo was szanuję.

Wiem, że obiecałam wam coś na święta - dla mnie one trwają do Nowego Roku, więc wtorek i środę zarezerwowałam na pisanie dla was. Przekonamy się co z tego wyniknie ;)
A w między czasie mam dla niektórych z was coś, co zajmie was na chwilę :)

*****
Moje gwiazdkowe upominki przyznaję:

"Ile jest prawdy w prawdzie?":
- Akira
- Vii
- Kaczuch_A

"Pan pozna Panią... Pana":
- Matoko
- MoNoMu

"Poślizgiem pod choinkę":
- Linellin Rivelle-Nightray

Napiszcie do mnie na email: akfa.dreamland@gmail.com aby otrzymać swoją nagrodę.

Mam nadzieję, że moje ebooki was ucieszą i dają wam chwilę wytchnienia w codziennym zgiełku życia. 
Enjoy kochani ;)

czwartek, 26 listopada 2015

Moje ebooki - problemy

Nie macie pojęcia jaka jestem wdzięczna wam za wasze komentarze i rady. Przepraszam, że nie odpowiadam na wszystkie osobiście, ale naprawdę jestem zarobiona po kokardki. Proszę, wierzcie mi, że je doceniam całym sercem.
Dziękuję zwłaszcza za informacje o zniknięciu moich ebooków z księgarni internetowych.
Sprawdziłam i faktycznie Wydaje.pl przepadło wraz ze sporą sumą moich pieniędzy :'(
Skontaktowałam się z nimi i zobaczymy czy doczekam się jakiejś reakcji. 
Sama jestem sobie winna, że nie trzymałam ręki na pulsie :(
Wydaje się, że Virtualo też wycofał moje ebooki bez informowania mnie, czy wypłacenia mi pieniędzy - a te pieniądze właśnie zbierałam na zainwestowanie w nowe okładki i betowanie moich prac. Zobaczymy co mi odpowiedzą.
Udało mi się znaleźć mój ebook w Merlinie, będę się jednak musiała zorientować konkretnie, gdzie pieniądze idą. 
*****

Jeśli chodzi o dokończenie którejś z moich prac - to nie chcę obiecywać czegoś, czego nie będę w stanie wypełnić, ale marzę o dokończeniu przynajmniej jednego z opowiadań na święta. Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy. 
A z osób które nie mogą dostać moich ebooków, wylosuję trzy osoby, dla których ufunduję moje opowiadania jako prezenty gwiazdkowe. 
Jeśli chcecie wziąć udział w losowaniu - po prostu zostawcie komentarz, który ebook byście chcieli znaleźć pod choinką :)

piątek, 31 lipca 2015

Przepraszam, przepraszam, przepraszam....

Bardzo, bardzo przepraszam. 
Nie mam naprawdę dobrego usprawiedliwienia dlaczego nie napisałam nawet malej notki co u mnie się dzieje. Byłam zajęta, ale wciąż mogłam napisać choć kilka slow. 
Nie będę wymienić wszystkich powodów dla których mogło by się wydawać, ze was porzuciłam, za późno na usprawiedliwienia, a każdy wie jakie jest życie. 
Nie porzuciłam was, obiecuje i będę się starała wrócić w wasze laski bardzo szybko.
Więcej info wkrótce obiecuje.
Buziaki

* mój laptop ma bunta i nie mogę zmienić języka na polski, wiec ta notatka to taka kaleka.  

piątek, 18 kwietnia 2014

Kolizja światów

Nie porzuciłam was moi kochani. Ani bloga, ani tym bardziej moich opowiadań. Zwyczajnie walczę z dniem codziennym i natłokiem obowiązków, myśli, problemów.
Moje światy jednak zaczęły kolidować, bo najwyraźniej pisanie jest tak integralną częścią mnie, że nie da się go zdławić ani tym bardziej stłamsić przytłaczającą, szarą rzeczywistością.
Brakuje mi pisania, choć nie mam na nie siły najczęściej. Nie oznacza to jednak, że mój umysł tak zwyczajnie się poddał i zawiesił wymyślanie. O nie. Mój mózg nie chce się zamknąć nawet na chwilę, choć na przykład mam tylko trzy godziny snu zanim będę musiała wstać i iść do pracy. 
Gorzej, przyłapałam się na tym, że do każdej poznanej osoby zaczynam dopisywać w myślach scenariusze, dialogi, sytuacje...
To bywa nieraz żenujące, bo uśmiecham się pod nosem lub patrzę na kogoś widząc w głowie nowe historie, a ta osoba nie ma pojęcia o co mi chodzi. Słyszę coraz częściej, że wydaję się bardzo dobrze znać ludzi. Że jestem w stanie ich przejrzeć...
Hmm... nie wiem co o tym myśleć. 
Może to jakiś instynkt drzemiący w pisarzach, pomagający nam w tworzeniu postaci? 
Tak czy inaczej wiele godzin dziennie poświęcam na kreowanie świata, który nakłada się na mój realny, co sprawia, że czuję się zagubiona. Tak trochę na krawędzi, trochę rozdarta. Ani tu, ani tam.
Obiecuję jednak, że uporam się z tym wszystkim, bo innej opcji nie ma. 
Kocham was i pozdrawiam bardzo serdecznie.
Wesołych Świąt Wielkanocnych!
♥

sobota, 29 czerwca 2013

Banner

Moi kochani dorobiłam się bannera. Mam nadzieję, że wam się podoba. 


Myślałam też o tym, o czym już pisałam wcześniej. 
A mianowicie o wzajemnym promowaniu swoich blogów, przez autorów i fanów. Ja osobiście uważam, to za cudowny pomysł i jestem skłonna dodać bannery zainteresowanych osób, jeśli też to dla mnie zrobią. Każdy chętny niech skontaktuje się ze mną po przez email akfa.dreamland@gmail.com, 
nadsyłając mi swój banner, a ja przygotuję dla was mój. 

Czekam, dajcie znać co o tym myślicie?
Pozdrawiam cieplutko kochani i miłego weekendu!

niedziela, 24 marca 2013

Pogadajmy :)

Wiem, że czekacie na kolejną część 

Wziętego przez zaskoczenie 

i bardzo, bardzo mnie to cieszy.
Nie chcę was dręczyć, więc postanowiłam was czymś zająć w międzyczasie!
Jako część wzbogacania mojego słownictwa, znajdowanie nowych interesujących pomysłów i po prostu, bo czasem potrzebuję intelektualnej pożywki - lubię czytać przysłowia i cytaty znanych ludzi. 
Zawsze to robiłam. Właściwie od momentu, kiedy dostałam książkę przysłów i cytatów z całego świata po skończeniu ósmej klasy.
Tak, tak wiem, dawno temu chodziłam do szkoły...;)
Postanowiłam więc, publikować co jakiś czas cytat, który uważam za szczególnie ważny dla mnie i interesujący z tego czy innego powodu.
Chciałabym, abyście napisami mi co o nim sądzicie, jak wam się kojarzy i jaka jest wasza opinia na jego temat. Oczywiście chętnie poznam wasze cytaty i powody dla których uważacie je za istotne. 

Mój cytat na dziś to:
"Różnica między mądrością a inteligencją polega na tym, że inteligentny potrafi wyjść z sytuacji, do której mądry by nie dopuścił."     
  Nie znam autora, więc jeśli ktoś wie kto to powiedział dajcie mi znać. Natknęłam się na ten cytat przez przypadek już jakiś czas temu i muszę przyznać, że zabił mi klina. 
A wy uważacie się za inteligentnych czy za mądrych?


PS. W piątek będzie opublikowany Wzięty przez zaskoczenie!
A za dwa tygodnie przedstawię wam postacie z Mówisz i masz. Spodobają się wam, obiecuję!

czwartek, 24 listopada 2011

Początek

Dawno, dawno temu...
Okej, wcale nie tak dawno, ale zawsze uważałam że to był wspaniały początek opowiadania. Zabierał człowieka niemal nieświadomie hen w nieznane. 
Moja historia nie zaczyna się ani bardzo dawno temu, ani też bardzo daleko, ale właśnie tutaj... w Internecie. 
Mam nadzieję że przyłączycie się do mnie w mojej podróży jaką mam zamiar odbyć jako pisarka, jako nieuleczalna romantyczka i uzależniona czytelniczka. 
To nie będzie łatwe, z całą pewnością to nie będzie to czego się spodziewam, ale jestem niezmiernie ciekawa gdzie mnie zabierze... 


Od zawsze zafascynowana, zagubiona w uczuciach, namiętnościach, pasjach bohaterów książek, podróżowałam po światach niedostępnych wielu ludziom. Urzeczona możliwościami wykreowanych historii na kartkach książek, zatapiałam się w kolejnych ludzkich losach. W emocjach i pragnieniach tak serca, jak i ciała czy umysłu. Nieograniczone potencjały – w poprzeplatanych zwykłymi ludzkimi problemami i zmartwieniami opowieściach – sprawiły, że sama poczułam potrzebę przelania moich odczuć na kartki moich książek.
Mam nadzieję wpleść w zwyczajne, regularne, nie raz ponure życie moich czytelników trochę piękna, szczęścia, miłości i nadziei…
Wykreować świat, jakiego pragnęłabym dla moich dzieci i dla wszystkich ludzi. Przyszłość, na jaką warto czekać, o jaką warto zabiegać i tworzyć tak dla siebie samych, jak i dla tych, którzy przyjdą po nas.
Mieszkam i pracuję w Anglii. Dom mój wypełnia zgiełk i zawierucha – to moje dzieci gna ciągła potrzeba ruchu i zajęcia. Mój laptop został już oficjalnie adoptowany na członka naszej rodziny i jest już niemal nieodłączną częścią mnie. Szczęściem mój mąż znosi go dzielnie. Zwłaszcza kiedy w środku nocy przychodzi i atakuje mnie pomysł, który nagle muszę zapisać. Nigdy nie wiem, od czego się zacznie nowa historia…
Życzę wszystkim miłej zabawy i niesamowitych przeżyć, jakie zafundują Wam moi bohaterowie… Enjoy!!!
Mam nadzieję że zaciekawią was moje przeżycia, frustracje, pomysły jakie nie opuszczają mnie przy pisaniu. Przy uczeniu się jak podołać zadaniu które sobie wyzanaczyłam. 
Ja jestem gotowa - a wy?