Tak o to pozytywnie i z humorem witam się z wami ponownie po długiej przerwie. Taaak, mój urlop się zaczął, a właściwie trwa w najlepsze i zaraz jego połowa będzie za mną, ale cóż, życie... Eh...
Mój laptopek był poddany naprawie, ale nadal coś mi się nie podoba jak pracuje. Czuję zatem, że ze smutkiem, ale przyjdzie mi się z nim rozstać i zainwestować w nowego przyjaciela.
Mam ogrom pracy i projektów, które chcę zrealizować, więc nie będę kłamać, że mam zamiar poświęcić się tylko i wyłącznie pisaniu od teraz.
Z przykrością zawiadamiam, że moje dzieci chcą jeść, to też muszę pracować :/
Wiem, wiem szara rzeczywistość zaś podnosi swoją ponurą mordę.
Uczę się na prawo jazdy... :D
Nie jest źle, przy okazji jest to dla mnie świetna lekcja angielskiego. Postaram się to załatwić szybko i bezboleśnie. A przynajmniej tak się łudzę. Zobaczymy jak to będzie ;)
Odkopałam dziś Wziętego przez zaskoczenie i będę nad nim pracować, choć jak wszystcy wiedzą Mój Wen to cholera jedna i niekoniecznie ze mną współpracuje, i na koniec dnia się okaże, że pisałam całkiem inne opowiadanie :P
Grunt to zacząć!
Będę poświęcać przynajmniej dwie godziny dziennie na pisanie. Choć jak ja coś planuję, to prawie na bank, Szwajcarski, jest pewne, że mi się nie uda. Zobaczymy jednak czy dam radę rzucić wyzwanie Losowi :)
To na tyle. Chciałam wam przedstawić telegraficzny skrót wydarzeń. I zadeklarować się, że wróciłam i będę pisać, bo było mi bardzo ciężko się zebrać, a wahanie to mój największy wróg.
Aaaaa...
i ze względu na to, że zamierzam nieśmiało spróbować swojego pisania po angielsku, wymyśliłam sobie pseudonim, którym będę się posługiwała:
Anishya Devlingel
Tak będę podpisywała moje prace, choć AkFa zawsze będzie gdzieś tam w tle, bo tak jestem znana i rozpoznawana. Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu i szybko się przyzwyczaicie.
Kisses and hugs ♥



