Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komentarze. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 czerwca 2016

Moje ebooki

Kochani w odpowiedzi na wszystkie emaile, które otrzymuję, przy pomocy mojego nieocenionego partnera, udało mi się znaleźć rozwiązanie w kwestii sprzedaży moich ebooków.
Jest to tymczasowe rozwiązanie i nie jest idealne, ale da szansę tym, którzy szukają moich prac, łatwe ich nabycie.

Zdecydowałam się skorzystać z usług PayPal, który jest dziecinnie prosty w obsłudze.
Każdy zainteresowany moimi opowiadaniami, może teraz zakupić je wysyłając płatność z tytułem książki na mój PayPal, a ebook będzie wysłany na wasz adres email tego samego dnia.

Adres email PayPala to: anishyadevlingel.books@gmail.com


Ceny ebooków:

Ile jest prawdy w prawdzie? - 12,99 zł

Pan pozna Panią... Pana - 10,99 zł

Poślizgiem pod choinkę - 8,99 zł



Postaram się dopracować wszystko jak najszybciej. W razie pytań, wątpliwości lub problemów, proszę piszcie na mój nowy email. Tym sposobem będę w stanie zareagować szybciej.
Dziękuję wam za zainteresowanie, piękne komentarze i cudne emaile.
Dzięki wam chce się żyć :)


piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt - rozdaję upominki :D

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć wam wszystkiego najlepszego. Wspaniałych, spokojnych chwil wypełnionych szczęściem i radością. Pięknej choinki i szczodrego Świętego Mikołaja, nawet jeśli znajdujecie się na liście "nie aż tak grzecznych".
Cieszcie się, bawcie, przeżywajcie ten wspaniały świąteczny okres jak tylko chcecie i pragniecie. 

Nas żadne ramki i nakazy nie dotyczą, bo my spotykamy się w świecie fantazji i nadziei, i nic nas nie ogranicza. Przenieśmy to do naszej rzeczywistości. 
Niech Nowy Rok będzie piękniejszy, dłuższy i szczęśliwszy dla was, i niech wasze plany, marzenia i nadzieje spełnią się co do joty. 

*****

Dziękuję za wszystkie komentarze i życzenia. Wiele dla mnie znaczą. Nie zawsze są miłe, ale zawsze są przyjęte z poważaniem. Czytam każdy mail i opinię, kiedy tylko mam szansę. Nie zawsze mam możliwość odpowiedzieć na wszystkie wiadomości, chcę jednak żebyście wiedzieli, że nigdy moim zamierzeniem nie było zwodzić was czy bawić się z wami w obiecanki. Chciałabym spełnić wasze oczekiwania - dlatego też traktuję moje pisanie bardzo poważnie. Nie chcę robić tego na odczepnego. Chcę włożyć w każdy kawałek, w każde opowiadanie moją duszę i serce. Wierzę, że się rozwijam nawet kiedy nie piszę i nie czytam. Wracając do niektórych moich tekstów w myślach, widzę rzeczy które chciałabym zmienić, rzeczy których nie dostrzegałam wcześniej. Rozumiem rzeczy, które nie docierały do mnie jeszcze w zeszłym roku.
Więc nie, nie uważam, że marnuję wasz i swój czas. Dojrzewam i wierzę, że to przyniesie korzyść moim pracom. 
Jeśli poczekacie sami będziecie mieli szansę się przekonać. 
Jeśli nie, żal mi będzie was pożegnać, bo naprawdę bardzo was szanuję.

Wiem, że obiecałam wam coś na święta - dla mnie one trwają do Nowego Roku, więc wtorek i środę zarezerwowałam na pisanie dla was. Przekonamy się co z tego wyniknie ;)
A w między czasie mam dla niektórych z was coś, co zajmie was na chwilę :)

*****
Moje gwiazdkowe upominki przyznaję:

"Ile jest prawdy w prawdzie?":
- Akira
- Vii
- Kaczuch_A

"Pan pozna Panią... Pana":
- Matoko
- MoNoMu

"Poślizgiem pod choinkę":
- Linellin Rivelle-Nightray

Napiszcie do mnie na email: akfa.dreamland@gmail.com aby otrzymać swoją nagrodę.

Mam nadzieję, że moje ebooki was ucieszą i dają wam chwilę wytchnienia w codziennym zgiełku życia. 
Enjoy kochani ;)

czwartek, 26 listopada 2015

Moje ebooki - problemy

Nie macie pojęcia jaka jestem wdzięczna wam za wasze komentarze i rady. Przepraszam, że nie odpowiadam na wszystkie osobiście, ale naprawdę jestem zarobiona po kokardki. Proszę, wierzcie mi, że je doceniam całym sercem.
Dziękuję zwłaszcza za informacje o zniknięciu moich ebooków z księgarni internetowych.
Sprawdziłam i faktycznie Wydaje.pl przepadło wraz ze sporą sumą moich pieniędzy :'(
Skontaktowałam się z nimi i zobaczymy czy doczekam się jakiejś reakcji. 
Sama jestem sobie winna, że nie trzymałam ręki na pulsie :(
Wydaje się, że Virtualo też wycofał moje ebooki bez informowania mnie, czy wypłacenia mi pieniędzy - a te pieniądze właśnie zbierałam na zainwestowanie w nowe okładki i betowanie moich prac. Zobaczymy co mi odpowiedzą.
Udało mi się znaleźć mój ebook w Merlinie, będę się jednak musiała zorientować konkretnie, gdzie pieniądze idą. 
*****

Jeśli chodzi o dokończenie którejś z moich prac - to nie chcę obiecywać czegoś, czego nie będę w stanie wypełnić, ale marzę o dokończeniu przynajmniej jednego z opowiadań na święta. Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy. 
A z osób które nie mogą dostać moich ebooków, wylosuję trzy osoby, dla których ufunduję moje opowiadania jako prezenty gwiazdkowe. 
Jeśli chcecie wziąć udział w losowaniu - po prostu zostawcie komentarz, który ebook byście chcieli znaleźć pod choinką :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Ławtwe pytanie z trudnymi odpowiedziami: Soul mates

Update na dole postu :)

Moi kochani, 
chciałabym przywrócić trochę życia na moim blogu, więc postanowiłam zacząć kilka dyskusji, które wierzę, będą świetną pomocą w pisaniu nowych prac.
Wiem, że czekacie na moje opowiadania i daje mi to wiele radości. Musicie jednak zrozumieć, że życie jest trudne i nie wszystko idzie zawsze zgodnie z planem, a wręcz jest na odwrót. Kiedy coś planujesz, życie ci udowodni jak mało władzy masz nad czasem. Chciałabym móc po prostu usiąć i pisać, pisać i pisać, i czytać, czytać, czytać... 
ale się nie da. 
Poprzednio moje intensywne pisanie było możliwe tylko i wyłącznie dzięki moim osobistym problemom i nieszczęśliwemu związkowi. Pisanie było ucieczką od życia i rodziny, od codziennych problemów i trosk.
Nie chcę tak żyć, więc to wszystko zmieniłam. Zdecydowałam się na rozwód, odnowiłam kontakt z moimi dziećmi, bo ucierpiał bardzo, kiedy skupiłam się na pisaniu, aby nie myśleć o niczym innym.
Poznałam wspaniałego mężczyznę i mam nadzieję spędzić z nim resztę życia. Nie oznacza to jednak, że wszystko nagle stało się łatwe. 
Nadal muszę się troszczyć o dom, dzieci, pieniądze.
Mam nadzieję, że to zrozumiecie i mnie nie opuścicie. Moi bohaterowie są realni w mojej głowie i w waszych duszach, i coraz to nowi powstają. Nie zawiodę ich i nie zawiodę was. Pisanie to integralna część mnie, mojej duszy. Prawie o tym zapomniałam, ale wasze komentarze i opinie przypominają mi o tym w chwilach zwątpienia.
Proszę miejcie to na uwadze. 

Moja pierwsza dyskusja, którą chcę zapoczątkować cały cykl 
"Łatwe pytania z trudnymi odpowiedziami", 
dotyczy "bratnich dusz" albo "soul mates".
Chciałabym się dowiedzieć, co o tym myślicie. Czy wierzycie, że "soul mates" istnieją? Czy chcielibyście mieć/spotkać swoją bratnią duszę, czy macie nadzieję, że się pojawi w waszym życiu? Czy nie obawiacie się, że jej nie spotkacie i jaki to może mieć wpływ na wasze związki (np: czy mogłoby to kreować obawy i wątpliwości w waszym sercu)? 
Czy, nawet będąc w udanym związku, nie zastanawiacie się, czy gdzieś tam jest ktoś, kto jednym dotykiem, jednym pocałunkiem, mógłby przewrócić wasze życie do góry nogami?
Co byście zrobili, będąc w udanym związku, gdybyście nagle spotkali tę jedną jedyną osobę, do której poczulibyście nieodpartą atrakcję i pociąg?
Myślę, że to powinno dać wam do myślenia na chwilę. Odpowiem i ustosunkuję się do waszych opinii w tym samym poście, kiedy wasze komentarze zaczną się pojawiać :) 
Miłego weekendu życzę xxx

Update:)

Dziękuję wam za bardzo ciekawe odpowiedzi. 
W pierwszej kolejności chcę się ustosunkować do prośby o dokończenie moich prac.
Wierzcie mi, jestem bardzo, bardzo wdzięczna za to, że nawet po tak długiej przerwie mam nadal fanów nie mogących się doczekać, kiedy dokończę moje prace. Nic lepiej nie pobudza umysłu i rozgrzewa serca, niż czytanie waszych komentarzy.
Problemem jednak nie jest brak chęci, czy pomysłów, aby dokończyć moje opowiadania, ale zwyczajnie, normalnie brak czasu.
W chwili obecnej pomagam mojemu partnerowi rozkręcić firmę, jak również rozkręcam własną. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że nie mam możliwości utrzymać się z pisania.
Moje dzieci chcą jeść, taka jest prawda.
Po dwanaście godzin dziennie pracujemy z Craigiem, aby móc ustabilizować naszą sytuację finansową, żebym mogła wrócić do pisania.
A wrócę na pewno. On wie i popiera mnie w zupełności, robiąc wszystko co w jego mocy, aby zapewnić nam jak najlepsze życie.

Myślę, że moje pytanie miało całkiem sporo do czynienia z moim partnerem i moim związkiem. Z uczuciami, które nas łączą, a w które wątpiłam gdzieś na dnie duszy, mimo że jestem autorką romansów.

Wasze opinie były bardzo ciekawe. Uświadomiły mi też kilka rzeczy. Przede wszystkim jak wielka jest nadal różnica między polskim rynkiem książki i światowym (anglojęzycznym głównie). Nie śledzę na bieżąco nowych wydań, bo nie mam czasu ani na pisanie, ani na czytanie :'(
|Jednak w wielu książkach, które przeczytałam w języku angielskim, "soul mates" są przeniesieni w inny wymiar wręcz. Nierealny i magiczny, gdzie dwoje (lub więcej) ludzi przy pierwszym spotkaniu zostają połączeni nierozerwalnym linkiem. 
Krew, DNA, instynkt, animalistyczny pociąg łączy ich w raczej gwałtowny sposób i tak naprawdę nie mają wyboru, bez względu na to jakiej są płci, czy orientacji seksualnej (oczywiście moje ulubione są te w których główny, heteroseksualny bohater okazuje się mieć mężczyznę za bratnią duszę ;) )
Nie mniej jednak, co chciałam powiedzieć, jest to, że nie wyobrażam sobie co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, gdyż zdecydowanie nie jestem zwolenniczką oddawania komu/czemukolwiek władzy nad moją wolną wolą. Z drugiej strony, taki związek musiałby być idealny, czyli miałabym pewność, że będę do końca życia z kimś, kto mnie obdarzy najgłębszym uczuciem i troską...
Eh... magiczny świat fantazji...

W naszym, nie tak perfekcyjnym, 
obdartym z iluzji świecie, nie mamy wiele szans na spotkanie naszej bratniej duszy. Pomijając praktyczne przeszkody jak: miejsce urodzenia, brak pieniędzy na podróże, zabieganie, całkowite pogrążenie się w pracy/nauce, różnice w wieku itd., jesteśmy prawdopodobnie zbyt sceptycznie nastawieni na to, aby się zaangażować w związek, który nie ma żadnych głębszych, racjonalnych przesłanek, a tylko i wyłącznie jest wytworem naszej wyobraźni, pragnień i instynktu. Zwłaszcza kiedy wydaje się zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy. 
Ja wierzę, że spotkałam moją bratnią duszę. 
Nie zrozumcie mnie źle; on mnie dobija bardziej niż ktokolwiek inny w moim życiu. Ma wiele irytujących, starych przyzwyczajeń i wydaje się czasem jakbyśmy pochodzili z innych wymiarów, ale jest w nim coś takiego, że nic nie ma znaczenia. Ani sprzeczki, ani nieporozumienia, ani irytacje. 
Jeden uśmiech, dotyk ręki, pocałunek i w jednej chwili zastanawiam się o co mi tak właściwie chodzi, i czemu pozwalam jakimś duperelom mieć wpływ na mój związek z człowiekiem, którego kocham i akceptuję takim jakim jest. Czasem to naprawdę wydaje się być magią. 
Cóż, zdecydowanie nie ma racjonalnego wytłumaczenia, że Craig umie rozbroić mój nawet najgorszy wybuch wściekłości i stresu, po prostu mówiąc jak bardzo mnie kocha. Zawsze wie w jakim jestem nastroju i natychmiast wie, kiedy mój humor się zmienił.
Ja z kolei zawszę mogę wyczuć kiedy on jest zestresowany czy przybity. Jego nastrój bardzo często wpływa na mnie i na to jak ja się czuję.
Nie czyni to naszego życia bardzo prostym, ale czyni je bardzo głębokim i pełnym emocji.

Mówi się, że różnice się przyciągają i że takie związki są najszczęśliwsze, bo para nigdy się nie znudzi sobą.
Ta teoria nie ma zastosowania dla nas. My jesteśmy tak podobni do siebie, że czasem wydaje się jakbyśmy czytali sobie w myślach. Nie nudzi nam się ze sobą wcale, raczej powiedziałabym, że odczuwamy bardzo silną potrzebę przebywania ze sobą (uwielbiamy pracować razem, a to nie częste między parami, bo trudno jest czasem rozdzielić życie osobiste od zawodowego). 
Nareszcie czuję, że mogę odetchnąć z ulgą, bo jest ktoś, kto rozumie mnie bez słów, kto zna mnie i wie o mnie wszystko, przy kim jestem sobą w stu procentach. 
Myślę że udało mi się go znaleźć, bo w pewnym momencie zdecydowałam nie ukrywać kim jestem, jaka jestem, czego chcę. Nagle pomyślałam: do diabła z tym, albo ktoś mnie polubi taką jaką jestem, albo może spadać na drzewo.
Wieczne naginanie się do jakiś wyimaginowanych oczekiwać było dla mnie po prostu zbyt męczące, i w sumie nigdy nie prowadziło do niczego. 

Zgadzam się z jednych z komentarzy, że na bratnie dusze można, i zapewne powinno, patrzeć się również w platoniczny sposób. 
Wszyscy potrzebujemy kogoś, kto jest naszą drugą połową, dopełnia nas i nadaje naszemu życiu wartości. Wierzę, że może to być przyjaciel. 
A o takiego jest równie trudno jak o idealnego partnera/kę/-kochanka/kę/męża/żonę. 
Wydaje się, że mieć bratnią duszę było by jak spełnienie marzeń - pełnia szczęścia.
Niestety może okazać się również przekleństwem, bo co powinniśmy zrobić?
Wierzyć, że gdzieś tam jest ta jedna jedyna osoba, która będzie naszą gwarancją na szczęście i czekać... czekać... czekać
Czy raczej nie czekać i układać sobie życie najlepiej jak umiemy i modlić się, że nikt taki się nie zjawi stawiając nas pod ścianą, zmieniając nasze ustabilizowane życie w koszmar, nigdy nie opuszczających nas wątpliwości: co by było gdyby?

Czekam na więcej opinii i komentarzy :)

piątek, 31 lipca 2015

Przepraszam, przepraszam, przepraszam....

Bardzo, bardzo przepraszam. 
Nie mam naprawdę dobrego usprawiedliwienia dlaczego nie napisałam nawet malej notki co u mnie się dzieje. Byłam zajęta, ale wciąż mogłam napisać choć kilka slow. 
Nie będę wymienić wszystkich powodów dla których mogło by się wydawać, ze was porzuciłam, za późno na usprawiedliwienia, a każdy wie jakie jest życie. 
Nie porzuciłam was, obiecuje i będę się starała wrócić w wasze laski bardzo szybko.
Więcej info wkrótce obiecuje.
Buziaki

* mój laptop ma bunta i nie mogę zmienić języka na polski, wiec ta notatka to taka kaleka.  

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne życzenia

Dla wszystkich moich kochanych czytelników, mam jak najgorętsze życzenia Świąteczne. Niech spełnią się wasze marzenia, niech pomyślność was nie opuszcza. Spędźcie ten czas dokładnie tak jak tego pragniecie i nacieszcie się każdą chwilą, którą macie. 
Pozdrawiam kochani i dziękuję za wszystkie życzenia ♥
Wesołych Świąt!

środa, 11 grudnia 2013

Zainspirowana jestem...

Wiem, że jak mnie nie ma, to mnie nie ma... a jak wracam to BUM! Ciągle coś.
Ale mam dobry powód :D

Jestem zainspirowana... i to jeszcze jak.

Zastanawiałam się nad świętami. Dla wielu ludzi to szczególny czas i chciałam go uczynić dla was jak najpiękniejszym. Jesteście dla mnie wielkim wsparciem i pomocą, więc chciałabym dać wam chwilę przyjemności w długie zimowe wieczory, kiedy już znajdziecie dla siebie chwilkę i będziecie potrzebowali wytchnienia. Nie umiałam jednak zdecydować jak to zrobić. 
Rozważałam dodatkowy rozdział z życia Mika i Jaysona z 
a także rozdział Specjalny dla Loui 
na jej specjalne życzenie, o codziennym życiu moich bohaterów z 

Nic jednak nie przychodziło mi ciekawego do głowy, a wymyślać na siłę nie umiem. 
Ostatecznie chciałam po prostu napisać dłuuugi, piękny rozdział 
choć tam panują wakacje i ciężko byłoby mi dodać nastroju do naszych świąt.

Nie mniej jednak, dziś przez przypadek trafiłam na ten filmik. 


Uważam, że jest uroczy i śmieszny, i w połączeniu z akcją Niemców dla Enough is Enough - Open Your Mouth

  
wspierane przez heteroseksualnych dżentelmenów na rzecz środowisk LGBT w związku z przemocą w Rosji, 
poddał mi pomysł na świąteczne opowiadanie dla was. 

Świąteczny pocałunek 
właśnie ma status WiP 
- będzie nawiązywał do powyższych temtów -
i zaczynam go pisać zaraz po opublikowaniu posta ;) 

i przypuszczalnie, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem możecie spodziewać się go w Drugi Dzień Świąt najwcześniej!

Trzymajcie kciuki za naszych nowych przyjaciół
Maddocka i Darnella! 

wtorek, 10 grudnia 2013

No more tears :)

Czuję się dobrze i moje oczy wróciły do swojego typowego stanu, czyli ready, żeby wbić się w ekran laptopu :)
Dziękuję kochani za życzenia. Miło mi, że się o mnie martwicie. Mam nadzieję, że was nie dopadnie nic tej zimy i nadchodzące święta spędzicie jak najradośniej! 

Dla was moi kochani oczywiście mam seksownego Mikołaja, aby was i mnie wpędził w miły przed świąteczny nastrój. Mam nadzieję, że zostanie moją inspiracją i Wenem Świątecznym.



niedziela, 3 listopada 2013

Nie mordować autorki!

Bo nie będę w stanie pisać wam ładnych opowiadań. 
Nie żartowałam pisząc, że poświęcam cały mój wolny czas na pisanie Wziętego przez zaskoczenie - po prostu tego czasu mam bardzo niewiele. 
Ale, ale...
jest nowy kawałek dla was i jak tylko dopiszę coś dzisiaj dodam natychmiast! Kocham was i dziękuję, że mnie popędzacie. To jeden z najlepszych komplementów dla autora! 

Mój wen na ten weekend, bo po Halloween 
każdy zasługuje na Eyecandy :)

sobota, 28 września 2013

Tak, jest Wzięty przez zaskoczenie


                        Wzięty przez zaskoczenie


" Przez długą chwilę tylko ich oddechy wymieniały pocałunki. Lekkie muśnięcia ciepłego powietrza. Źrenice, rozszerzone oczekiwaniem i podnieceniem, odbijały wszystkie pragnienia, a serca waliły niemożliwie głośno w ciszy studia. Napięcie przeskakiwało po zakończeniach nerwowych w ich wargach, a jeszcze nawet się nie dotknęli. Wystarczała obiecana pieszczota, tajemnicza nadzieja. Głęboko patrząc sobie w oczy badali siebie, próbowali przewidzieć wszystkie możliwe opcje, ale tak naprawdę tylko jedna była możliwa.  "

Zapraszam i czekam na opinie :) 
Miłego weekendu kochani. Mam nadzieję, że przyczyniłam się do tego aby był lepszy!

środa, 11 września 2013

Wyjaśniam...

...że 
jest dostępny w dwóch podstronach, ze względu na ograniczoną ilość znaków, którą mogę wstawić. Dlatego obiecaną część wstawiłam w zakładce  
Wzięty przez zaskoczenie2 i 
tam będą dodawane kolejne części, tak długo jak się da albo opowiadanie się nie skończy, cokolwiek przyjdzie pierwsze :) 

A że mój Wen tym razem to poganiacz niewolników był, to dopisałam smakowity kąsek do opowiadania. Dzięki niemu będziecie mogli dowiedzieć się więcej o Harrym, a wiem, że zżerała was ciekawość. Może teraz będziecie mieli lepszy wgląd w to co czyni Harry'ego takim mężczyzną jakim jest. 
Zapraszam więc ponownie na mały dodatek! 

PS: Zawszedaję link w tytule!
Powodzenia i czekam na komentarze kochani

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Jest nowy kawałek Wziętego przez zaskoczenie

... niepoprawiany, nie betowany, napisany w weekend na laptopie zajumanym córce, ale jest. Miałam natchnienie. Może mnie szybko nie opuści ;)

http://akfa-dreamlandpress.blogspot.co.uk/p/wziety-przez-zaskoczenie.html 
Mój laptopek dostanie jeszcze jedną szansę i zdecydowałam się na naprawianie go, choć poczekać trochę muszę na części. 
Jak na razie miłego czytania kochani. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :P  i że już mi nie grozi lincz ;)

wtorek, 4 czerwca 2013

Jestem z powrotem

Wróciłam moi kochani z Polski i choć szumnie nazywałam te dwa tygodnie "urlopem" jestem tak wykończona, że potrzebowałabym urlopu od urlopu, ale życie...
W niedziele powrót, prawie 20 godz w aucie, a w nocy do pracy, ach...
szkoda gadać.
 Ale ślub szwagierki za to był bajeczny!


Kocham to jak bardzo domagacie się moich opowiadań! To prawdziwa inspiracja i klnę na czym świat stoi, że nie mogę jak kiedyś siedzieć całą noc i dla was pisać. Nic jednak nie da się zrobić. Żeby podsycić wasze zainteresowanie i podrażnić was troszeczkę, dodaję dziś część piątego rozdziału. 
Jestem ciekawa co na to powiecie :D
Nie poprawiane, nie betowane i z całą pewnością zbyt krótkie jak na wasz gust, ale jest! 

Zapraszam ♥


Rozdział piąty



Harry nie pojmował, dlaczego jego dłoń drżała, kiedy wybierał numer telefony Blake'a. Jego żołądek też wyrabiał dziś jakieś dziwne rzeczy. Nie pamiętał już, kiedy ostatnim razem go tak mdliło. Może to ta zimna lasagne od wczoraj?

Taak, jasneee…

Przecież obiecał sobie, że siebie nie będzie oszukiwał. Rozczarowanie sobą miało, więc gorzki posmak.

– Halo? – zachrypłe powitanie, zaskoczyło Harry'ego tak, że prawie upuścił komórkę. Kurczę.

– Eee… mmm… Blake? Tu Harry – odparł szybko, zły na siebie za piskliwą nutę, która wkradła się do jego głosu. – Harry Swan – dodał niepewnie. Przecież wcale nie było takie pewne, że mężczyzna poświęcił mu choćby myśl, a co dopiero go pamiętał.

– Nawet nie chcę zgadywać, skąd masz mój numer…

Tak, to by jasno określało ton ich rozmowy. Harry zebrał się w sobie, aby załatwić to, po co dzwonił. Zwłaszcza, że chciał sobie samemu udowodnić, że nie będzie zawsze zachowywał się przy tym człowieku jak napalony nastolatek, niepotrafiący się wydukać.

– Chciałbym porozmawiać. Czy jest szansa, że masz wolną godzinę żeby wypić piwo i zamienić kilka słów?

– Jestem zajęty.

– Rozumiem, ale to nie zajmie długo. – Harry nie zamierzał się poddać, lepiej, aby Blake to szybko pojął. – Sądzę, że to istotne dla ciebie i twojej przyjaciółki. Chcę pomóc. – O właśnie, spokojnie i na luzie. Harry przewrócił mentalnie oczyma. Przynajmniej był dumny z siebie, że nie błagał.

– Nie potrzebuję twojej pomocy, razem z Ev potrafimy załatwiać własne problemy – odparł Blake zimno, najwyraźniej dogłębnie urażony samą sugestią.

Nie mogąc się opanować, Harry parsknął ironicznie.

– Tak długo jak mój nagi tyłek będzie świecił na tych okładkach, to również jest mój problem – zauważył sucho. – Chcesz czy nie, jestem w to wszystko zaangażowany. Gdybym był wrażliwszy, twój brak chęci współpracy, odebrałbym bardziej osobiście – rzucił sarkastycznie, wkurzony coraz bardziej. – Jest jak jest, więc jedyna opcja, jaką masz, to zaakceptować fakt, że cała ta konfliktowa sytuacja między tobą i Evette dotyczy mnie tak samo jak i ciebie.

Cisza, która zapadła w słuchawce, nie wróżyła nic dobrego i zachwiała tą odrobiną wymuszonej pewności siebie, jaką Harry posiadał. Zły sam na siebie, zebrał się, aby powiedzieć mu przez telefon, co o nim myślał, nie zdołał jednak otworzyć ust, bo gburowaty mężczyzna warknął do słuchawki.

– Dobra. Szczerze mówiąc mam coś do załatwienia, ale ostatecznie możesz mi towarzyszyć. – Blake nie miał zamiaru ulec łatwo, ani stwarzać jakichkolwiek dwuznacznych sytuacji. Jego głowa cały poprzedni dzień robiła nadgodziny wymyślając niestworzone historie, scenariusze i opcje. Miał zamiar trzymać obie stopy na ziemi, pewnie i stanowczo. Czas było wrócić do rzeczywistości i Harry będzie miał okazję przekonać się naocznie, co jest jego rzeczywistością. – Załóż stare ubranie i spotkaj się ze mną pod studiem Evette. Zabiorę cię stamtąd za pół godziny. – Zakończył rozmowę zanim Harry miał okazję udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi.

Przez dobrą minutę Harry patrzył na słuchawkę mrugając z zaskoczenia z głupawą miną na twarzy. Jakkolwiek spodziewał się, że ta rozmowa przebiegnie, to akurat nie przyszło mu na myśl. Dodatkowo musiał wreszcie przyjąć do wiadomości, że przekonanie Blake'a do czegokolwiek będzie praktycznie niemożliwe. Był to tylko kolejny powód, aby w pewien sposób podziwiać faceta.

Z głębokim westchnieniem rzucił telefon na stolik i ruszył do sypialni założyć coś bardziej pasującego do polecenia Blake'a. W domu zazwyczaj nie borykał się z zakładaniem czegoś więcej niż stary podkoszulek i sportowe spodenki, były jednakże tak znoszone, że nie nadawały się na wyjście. Właściwie nie pasowały też w otoczeniu eleganckich, drogich mebli i puszystych dywanów w jego ogromnym mieszkaniu, ale odczuwał niemal perwersyjną rozkosz ze swojego niewielkiego buntu. Łamanie konwenansów zawsze sprawiało mu bezsensowną radość i wywoływało wściekłość u jego rodziców. Człowiek powinien przecież doceniać małe przyjemności. A jeśli czegoś się w życiu nauczył, to tego, że nie dało się zadowolić wszystkich ludzi na raz. Za to wkurzyć można ich było praktycznie bez wysiłku.

Z cichym westchnieniem wszedł do wnętrza swojej garderoby, zniesmaczony widokiem równiutko pouwieszanych na wieszakach ubrań. Większości z nich nigdy nie miał na sobie. I niech dopomoże mu Bóg w walce z matką, ale nie zamierzał ich wkładać. Jego własnoręcznie zakupione jeansy i bluzy zapełniały dwie skromne półki i był absolutnie usatysfakcjonowany taką ilością. Szuflada skarpet i bielizny, kilka par adidasów i dwa paski uzupełniały jego garderobę. Całą resztę bez mrugnięcia okiem mógł oddać dla potrzebujących. Choć szczerze mówiąc brakowało mu imaginacji, aby wyobrazić sobie jakiegoś biedaka bez grosza na chleb w garniturze od Armaniego.

Szybko chwycił ubrania, starając się przewidzieć reakcję Blake'a. Cokolwiek zaplanował dla nich jego nowy znajomy, Harry miał przeczucie, że będzie potrzebował tak wiele ochronnych warstw jak to tylko będzie możliwe.

Z niesmakiem spojrzał na siebie w lustrze. Ubrania zazwyczaj kryły jego szczupłe, ale muskularne ciało i tego właśnie chciał. Cienka koszulka wisiała na nim, zmienił więc ją szybko na jeszcze większą, ale grubszą szarą bluzę z kapturem. Jeansy sprane i wytarte, były jego ulubionymi, toteż znosił je prawie na śmierć. To było ubranie dające mu komfort psychiczny. Jego zbroja. Przy przystojnym Blake’u będzie jej potrzebował na bank. Szybkim ruchem ręki przeczesał swoje rozczochrane włosy. Tak jak się domyślał po sekundzie wyglądały tak samo jak moment wcześniej, pokręcił więc głową nad swoimi niereformowalnymi falującymi bez składu i ładu włosami, z którymi niewiele dało się zrobić, zwłaszcza, kiedy padało. Sprzyjało to czasem planowi Harry'ego, aby nie ściągać na siebie uwagi, ale dziś czuł się jak niedbała fleja. Kopiąc się mentalnie i klnąc pod nosem, Harry wybrał okulary z fotochromem na wyjście i włożył je, odwracając się szybko plecami do lustra, aby nie patrzeć na swoją zwykłą, nieszczególną twarz. Nie było co oglądać. Czemu Evetta chciała go na modela, nie wiedział. Chyba tylko, dlatego że to nie twarz jej była na tych okładkach potrzebna.

Zdenerwowany i lekko roztrzęsiony w środku, szybko zgarnął do kieszeni klucze, portfel i komórkę. Do studia Evetty miał jakieś pięć minut, nie był jednak pewien czy Blake zdawał sobie z tego sprawę. To dzięki temu, że mijał jej studio praktycznie codziennie w drodze do mieszkania, miał okazję dostrzec ogłoszenie na szybie praktycznie natychmiast po tym jak je wywiesiła. Pod wpływem impulsu wszedł do środka, nawet nie wiedząc po co. Dziesięć minut później skrupulatnie obejrzany, zlustrowany i przepytany, godził się na nową przygodę w swoim życiu. Evette zwyczajnie nie dało się odmówić, zwłaszcza kiedy patrzyła na człowieka jakby widziała i wiedziała rzeczy niedostępne zwyczajnym śmiertelnikom. Te jej wielkie niebieskie oczy wydawały się wszystkowidzące. Gdyby Harry nie grał dla przeciwnej drużyny, z całą pewnością nie zrezygnowałby z szansy lepszego poznania jej. Niestety sprawy stały tak jak stały i nic się nie dało na to poradzić. Piękny, seksowany Blake bujał jego łódkę i pienił fale.

Drętwe poczucie humoru Harry'ego przynajmniej pomogło mu rozluźnić supeł w żołądku, kiedy czekał przy krawężniku. Biały poobijany pickup podjechał i Blake z kamienną twarzą skinął na niego, aby wsiadał.

– Cześć – padło, zanim jeszcze Harry zamknął drzwi. Przynajmniej nie dało się zarzucić Blake’owi braku kulturalny.

– Och, cześć… – Harry zapiął pas i spojrzał na swojego współtowarzysza. Mężczyzna siedział wyprostowany i sztywny, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. Wyraźnie zarysowana szczęka pracowała lekko, kiedy nieświadomie zagryzał zęby, najwyraźniej walcząc z irytacją. Harry jęknął w duszy odrywając od niego spojrzenie. Nie chciał być przyłapany na ślinieniu się. Z drugiej strony był absolutnie bezpieczny, bo Blake w ogóle nie spojrzał w jego kierunku. Z konfidencją i łatwością, wrzucił bieg i wmieszał się w uliczny ruch, płynnie mijając kolejne uliczki. Jego kamienna, zamknięta twarz nie zdradzała nic i Harry podupadł na duchu.

Stara sprana praktycznie do stopnia, w którym już nie było można zidentyfikować czerwono–czarnej kratki koszula, opinająca mięśnie pracujące przy każdym jego oszczędnym ruchu, sugerowała, że albo jedzie z pracy albo do pracy. Zwłaszcza, że ubiór uzupełniały robocze wytarte jeansy i wysokie czarne, skórzane buty.

– Dziękuję, że zgodziłeś się porozmawiać ze mną – zaczął w końcu konwersację Harry, kiedy stało się jasne, że Blake nie kwapił się do rozmowy.

– Jaki wybór tak naprawdę mam? – zapytał ironicznie mężczyzna, podjeżdżając pod wielki dom, w bogatej dzielnicy. W około którego wyglądało jakby miała miejsce jakaś niewielka katastrofa. – Chodź. Mogę równie dobrze robić coś pożytecznego, kiedy ty będziesz gadał…

Wyskoczył z samochodu nie czekając jak zwykle na odpowiedź. Zapach Harry'ego wprawiał go w nerwowe drżenie, kiedy praktycznie czuł jego woń na języku. Męski, piżmowy i intrygujący. Blake spiął się jeszcze bardziej, wyrzucając sobie swoją słabości i pochopną decyzję o spotkaniu z Harrym. Potrzebował wprowadzić jak najwięcej przestrzeni między nimi. A najlepiej trzymać się z dala od niego. Niech mówi, co ma do powiedzenia i znika.

– Wow, co tutaj się stało? – Oczy Harry'ego z okrąglały zabawnie, kiedy wyśliznął się z samochodu i prawie biegiem pognał za znikającym za rogiem domu Blake’iem.

– Nic, remont. – Mężczyzna rzucił mu szybkie spojrzenie przez ramię lustrując jego obuwie i ubiór jednym szybkim spojrzeniem. Ostatecznie mogło być. – Uważaj i niczego nie dotykaj. Patrz też pod nogi – zakomenderował sucho. W końcu nie mógł pozwolić, aby coś się stało cennemu modelowi Ev. Wyjął notes i rozejrzał się wokół. Musiał zaplanować pracę.

– Co my właściwie tutaj robimy? – Harry zapytał, na serio zainteresowany. Może, jeśli pozna Blake'a lepiej, łatwiej będzie mu go zrozumieć, bo jak na razie, facet był jak nieprzenikniona ściana obojętności. Przecież istniał cień szansy, że okaże się być zwyczajnym palantem i jego zainteresowanie umrze śmiercią naturalną.

Jasneee…

– Ty będziesz gadał, ja pracował – stwierdził Blake, jakby to powinno być oczywiste. Spojrzał na niego też z kpiącym uśmieszkiem na pełnych różowych wargach, nagle drwiąc z niego w żywe oczy. Harry z trudem oderwał spojrzenie. Szczęściem od Boga, jego okulary zdążyły ściemnieć pod wpływem słońca i tamten nie mógł dostrzec głodu w jego spojrzeniu.

– Masz coś przeciwko, żeby mi tak, choć po krótce opowiedzieć o tym, co robisz? – zapytał, pod wpływem impulsu, nieśmiało Harry, wbijając drżące znowu dłonie w kieszenie jeansów.

Blake zaskoczony tak szybko odwrócił w jego stronę głowę, że cudem tylko nie skręcił sobie karku. Jego szare oczy podejrzliwie się zwęziły i Harry zrobił wszystko, co możliwe, aby wyglądać jak najpoważniej i niegroźnie. Gdyby wydał się zbyt chętny i zainteresowany, Blake uciekłby prawdopodobnie z krzykiem. Albo pogoniłby go na kopach.

– To, co widzisz tutaj, to produkt uboczny powstawania tych wszystkich wspaniałych domów – powiedział w końcu mężczyzna wzruszając lekko ramionami. – Brudna prawda o pięknie. – Wskazał na pojemniki po farbach, kartony i inne opakowania. – Mam umowę z kilkoma firmami remontowymi. Kiedy oni kończą, wkraczam ja z moimi pracownicami i sprzątam po nich. – Zirytowany dopisał coś do swojej i tak już nie krótkiej listy w notesie. Jego mina nie wróżyła nic dobrego i Harry cieszył się, że tym razem nie jest skierowana na niego. – Ta jednak właśnie firma zaczyna sobie pogrywać ze mną najwyraźniej.

– Och, tak?

– Tak. Zaczynają zostawiać po sobie coraz większy bajzel. Chyba za bardzo się przyzwyczaili, że mają jakiegoś idiotę, co zajmie się ich gównem – wycedził Blake kopiąc kupkę gruzu w kącie pod stertą folii. – Moja praca ma pewien zakres, wbrew temu, co im się wydaje. Uprzątam śmieci, pojemniki, opakowania. Sprzątam i myję to, co jest ubrudzone przypadkiem farbą i pyłem unoszącym się w powietrzu. Moje dwie pracownice, myją okna i podłogi. – Wyjaśnił, kiedy już przekleństwa przestały go dławić w gardle. Harry cierpliwie czekał, chodząc wolno po ogrodzie i przyglądając się wszystkiemu z ciekawością. Po jaką cholerę chciał to wiedzieć, Blake nie miał bladego pojęcia.

– A więc, to ty doprowadzasz miejsce budowy lub remontu do porządku, tak? – zapytał cicho, nie chcąc drażnić większego mężczyzny bardziej.

– Tak. Gratulacje, pojąłeś za pierwszym razem. – Blake prychnął i ruszył do domu, otwierając drzwi własnym zestawem kluczy. Wkurzony był sam na siebie, że zachowywał się jak pryk, wyglądało jednak na to, że nie wiele może w tej kwestii zrobić. Harry prowokował go poprzez oddychanie.

– Okeeej – Harry stanął w holu domu zaplatając przedramiona na piersi. Cokolwiek by nie robił, tylko pogarszał sprawę. Najwyraźniej będzie musiał odejść. Blake nie może wytrzymać na tym samym osiedlu, co on, mowy nie było, aby chciał z nim pozować. A szkoda. Choć może lepiej, jego sercu przestanie zagrażać poważne bezpieczeństwo. – Wróć do studia Evette i pomóż jej – wypalił, zanim udało mu się skonstruować bardziej dyplomatyczną wersję.

Blake wychodzący właśnie z salonu przylegającego do holu potknął się klnąc.

– Cholera! – Wyprostował się na całą wysokość, stanął naprzeciwko Harry'ego i również zaplótł ramiona na piersi defensywnym gestem.

Luźne ubranie nie krzywdziło jego wspaniałej sylwetki, w najmniejszym stopniu, doprowadzając Harry'ego do rozpaczy. Z całą siłą swojej słabej woli oderwał oczy od pięknych mięśni, pracujących pod ciemną skórą na potężnych przedramionach Blake'a i wlepił spojrzenie w jego oczy. Nie polepszyło to sytuacji ani o jotę, bo to były piękne oczy. Przenikliwe i lśniące wewnętrzną siłą.

Uff…

– Evette cię potrzebuje. Wiem, że nie jest to dla żadnego z was łatwe, ale potrzebujecie siebie nawzajem. Choćby, dlatego że jesteście przyjaciółmi – zaczął szybko, bojąc się, że Blake nie wysłucha go do końca, jeśli zawaha się choćby na sekundę. Oczy mężczyzny tylko spochmurniały. Piękne miękkie usta, zmieniły się w wąską, białą kreskę, a żuchwa znów ruszyła w powolnym zagryzaniu zębów. – Pomyśl, co ona teraz zrobi? Gdzie znajdzie zastępstwo? Co z okładką, którą zrobiliśmy? Będzie musiała wszystko powtórzyć! Przecież się przyjaźnicie, porozmawiajcie chociaż…

– Potrafię dogadać się z Ev! O to nie musisz się martwić. Pora jednak, abyście oboje pogodzili się z faktem, że ja się zwyczajnie nie nadaję się do tego! – Blake potrząsnął głową stanowczo. Miał dość tej rozmowy zanim jeszcze się dobrze zaczęła. Harry nie mówił nic, nad czym sam nie zastanawiał się jakieś sto razy. – Przecież to każdy głupi widzi. Nawet gdybym chciał jej pomóc… nie mogę… – powiedział zgrzytając zębami.

Harry zacisnął dłonie w pięści, wściekły i rozczarowany, tak mocno, że jego krótko przycięte paznokcie wbiły mu się w dłonie. Tego się najwyraźniej nie da zrobić łatwą drogą.

– Nie chcesz czy nie możesz?

– A co to za różnica? Szkoda marnować czas mój i Ev. Twój również.

– Odejdę. Evette poszuka ci kogoś innego, skoro nie możesz pracować ze mną – wymamrotał pod nosem Harry, spuszczając wzrok na ziemię. Ledwie mógł zmusić usta do poruszenia się. Dlaczego to był trudniejsze niż nawet sam podejrzewał?

Blake zdrętwiał, lekko pochylając się w jego stronę, niepewny czy go uszy nie mylą.

– Słucham?

– Odejdę.

Powietrze wokół nich znieruchomiało. Jak w ogłuszającej ciszy zabrzmiał ironiczny syk wyrywający się z ust Blake'a.

– Och, więc ty myślisz, że to chodzi o ciebie? – zapytał, z drwiną wpatrując się w Harry'ego i przyszpilając go do miejsca nieruchomym, zimnym spojrzeniem. Nie potrafił zidentyfikować uczucia wypełniającego jego pierś, na ciche stwierdzenie swojego towarzysza, więc tym bardziej się wściekł. Przecież to był świetny pomysł. Wręcz zajebisty. Czemu więc miał ochotę potrząsnąć Harrym? Biorąc się w garść zwalczył wszystkie irracjonalne uczucia mieszające mu w głowie i z uporem maniaka złapał się rozsądku. – Nie pochlebiaj sobie – parsknął mu prosto w twarz pochylając się nad nim jeszcze bardziej. Zaskoczona mina mężczyzny i zranione spojrzenie było jak gorące piętno na jego skórze, ale brnął dalej. – Ty nie masz z tym nic, absolutnie nic wspólnego.

Słowa cięły jak smagnięcie batem i Harry pod ich wpływem zrobił krok wstecz. Szybko jednak zapanował nad sobą zaciskając pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mu się w dłonie, pozostawiając wewnątrz krwawe półksiężyce.

– Jasne. Znam takich jak ty – wypluł już na serio wkurzony. Pasywna, obojętna twarz Blake’a doprowadzała go do szału. – Taki męski, taki macho. Jaja ze stali. Za dobry dla reszty niedoskonałych ludzi! Szkoda, że wymiękasz jednak przy jednym geju – stuknął palcem w szeroką pierś znajdującą się tuż przed nim, a wolałby go zdzielić pięścią w arogancką twarz.

Oczy Blake’a zapłonęły wewnętrznym ogniem, kiedy właściwie naparł na niego całym sobą. Harry stał jednak twardo nie ruszając się o milimetr. Zwyczajnie wrósł w ziemię.

– Chyba pomyliłeś mnie z jednym ze swoich niedorobionych przyjaciół – wymamrotał przez ciasno zaciśnięte zęby Blake, patrząc mu w oczy ostrzegawczo. – Nic o mnie nie wiesz i mylisz się tak bardzo, że to aż śmieszne.

– Tak jak ty nic nie wiesz o mnie – odparował Harry buńczucznie, starając się ukryć jak wielkie wrażenie robił na nim jego oponent i jak bardzo jego kolana drżały, choćby z powodu samej bliskości w jakiej znajdowały się ich ciała.

– I chcę, aby dokładnie tak pozostało! – Blake rozwiał wszelkie wątpliwości Harry'ego jednym zdaniem.

Teraz to już było wyzwanie i Harry potraktował je personalnie.

– Twoje życie jest tak pasjonujące i ciekawe, że narzekasz na nadmiar przyjaciół? A może wręcz przeciwnie? Jesteś odludkiem nieprzystosowanym do życia w społeczeństwie?

Blake uśmiechnął się zimno i obojętnie, doprowadzając Harry'ego do szału.

– Jakby nie było to i tak nie twój interes.

– Dlaczego? Czego się boisz? Mnie? Bliskości? Że ci zacznie zależeć? Przecież Evette musi cię cenić skoro jesteś jej przyjacielem i ufa ci niesłychanie. Całe życie masz zamiar uciekać, chować się i udawać, że świat nie istnieje? – zapytał z kpiną Harry, zadzierając podbródek. – Taki duży chłopczyk, a boi się, że położę znów na nim moje brudne, pedalskie łapska!? – wybuchnął, wściekły na brak reakcji swojego oponenta. Sam na siebie najbardziej. Powinien był trzymać się od tego człowieka z daleka. Egoistyczny fiut!

Bez zastanowienia się czy czekania na reakcję ze strony zszokowanego mężczyzny, stojącego chwilowo z rozdziawionymi ustami, odwrócił się na pięcie wypadając na zewnątrz.

Jak ma do cholery teraz wrócić do domu? – Kołatało się w jego skołatanej głowie. Ale ciśnienie krwi zagłuszało każdą jego rozsądną myśl. Nie wiedział czy bardziej jest wściekły, rozczarowany czy zraniony.

– Nie tak prędko kolego! – Blake prawie wyrwał mu łokieć ze stawu, tak mocno chwycił go i obrócił w miejscu, zanim jeszcze Harry miał możliwość zrobić dwa kroki. Sekundę później praktycznie naskoczył na niego z twarzą oddaloną od jego własnej o milimetry. Jego spojrzenie cięło niczym laser. – Jeśli to miała być prowokacja, to słabo ci wyszła. Zakładasz bardzo wiele wnosząc na bardzo słabych przesłankach. To może być bardzo niebezpieczne…

– Nie boję się ciebie – wysapał Harry. Niebezpieczny uśmiech Blake'a posłał dreszcz po jego kręgosłupie, który zakończył wędrówkę w jego kroczu. To na serio nie był odpowiedni moment, aby się ekscytować.

– Bardzo dobrze. W końcu z założenia będziemy trzymać się od siebie z daleka.

– Ale ja nie chcę!

Nie było pewne, który z nich był bardziej zaskoczony tym niespodziewanym, pełnym emocji stwierdzeniem, ale Harry zamierzał skorzystać z okazji, skoro i tak już zrobił z siebie idiotę. Obrócił ich jednym szybkim skrętem ciała i pchnął większego mężczyznę na ścianę tuż za nim. Blake nie zdołał zareagować na czas. Głośne sapnięcie wyrwało mu się z ust wraz z wypchniętym z płuc powietrzem, ale nie walczył z przypierającym go piersią Harrym.

– Chcę z tobą pozować. – Harry ujął Blake'a za kark i tym razem to on zbliżył do niego twarz niebezpiecznie blisko. Nic nie mogło mu umknąć, gdy świdrował go wzorkiem, unieruchamiając w miejscu. Źrenice mężczyzny rozszerzyły się tak bardzo, że praktycznie pochłonęły jego tęczówki. Szczęka pracowała niestrudzenie, kiedy zaciskał zęby do bólu. Harry skorzystał z jego zaskoczenia i wyszeptał cicho, i dobitnie. – Chcę zrobić te okładki. Chcę, aby na zawsze nas łączyły. Na zawsze będziesz moim Wojownikiem z którym nie mogę wygrać. Fascynujesz mnie, sprawiasz, że chcę cię lepiej poznać. Ja już nie mogą tak zwyczajnie wywalić cię ze swojego życia i udawać, że nie istniejesz. A ty możesz? Tak szczerze i naprawdę?

Chmura okryła twarz Blake i serce Harry'ego zamarło. Nie miał jednak nic do stracenia. Przecież jeśli Blake zdecyduje wykreślić go ze swojego życia i tak go straci.

– Nie potrzebuję cię – wyzgrzytał Blake. Kogo jednak bardziej próbował przekonać, Harry nie był pewien. Chciał jednak trzymać się nadziei i ją właśnie wybrał.

– Skąd wiesz? Dlaczego zakładasz, że nic nie mogę wnieść do twojego życia? Dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że ja potrzebuję ciebie? – Potrząsnął większym mężczyznom i Blake w końcu zacisnął dłonie na jego bluzie przyciągając go do siebie jeszcze bliżej.

– Bo nie chcę. Rozumiesz. Wybieram nie myśleć o tym. Nie potrzebować. Ludzie są do dupy. Zawodzą. Kłamią i ranią. Po co mam się narażać? Moje życie jest idealne.

– A ja wybieram nie bać się, nie pozwolić się zastraszyć. Zaryzykować. Wybieram żyć, zamiast umierać siedemdziesiąt lat na raty. Po co twoja cała ciężka praca, poświęcenie, wysiłek jeśli nie jesteś w stanie… – głos Harry'ego zadrżał i musiał przełknąć, aby wydusić słowa. Blake wwiercał mu się spojrzeniem w czaszkę, jego szczęka znów pracowała i milczał jak grób, choć Harry czuł się jakby zaciskał potężną pięść mu na gardle. – Nie jesteś w stanie obdarzyć kogoś zaufaniem, uczuciem… miłością?

Niespodziewanie i gwałtownie Blake chwycił Harry'ego za przód koszuli, i mnąc materiał w dłoniach, przyciągnął go do siebie, tak że znaleźli się nos w nos.

– W prawdziwym życiu, miłość to wymówka. Seks to towar, a uczucia to ból. Nikt, kto ma choć odrobinę zdrowego rozsądku nie godzi się dobrowolnie na to, aby zostać użytym i wykorzystanym. A ty wręcz szukasz nie tam gdzie trzeba…

Harry parsknął, walcząc z nagle piekącymi go pod powiekami łzami.

– Bo jestem gejem? – zapytał zdławionym głosem. Blake na sekundę zerknął w bok, kryjąc myśli pod powiekami. Jego usta otwarły się i natychmiast zacisnęły w twardą linię, i nie dał się sprowokować do odpowiedzi. Jego przystojna twarz wyglądała jak wyciosana w kamieniu. – Jestem mężczyzną jak każdy inny i pragnę dokładnie tego samego, co każdy mężczyzna. Tylko żeby to dostać, czasem muszę użerać się z jakimś wrednym, twardym fiutem…

Ponętne wargi mężczyzny drgnęły niespodziewanie w nieoczekiwanym przebłysku poczucia humoru i Harry zachłysnął się powietrzem widząc błysk rozbawienia w chłodnych zazwyczaj oczach Blake'a. Ten mężczyzna nie przestawał go zadziwiać. Oszałamiać i kusić.

– Taak, mogę pojąć twój punkt widzenia. To fakt. Jestem wrednym fiutem i nie… Nie chodziło o to, że jesteś gejem. – Kłamca, kłamca. – Chodziło mi o to, że najwyraźniej wraz z Evette dostrzegacie we mnie coś, czego tam nie ma.

– Pozwól mnie to ocenić. Chcę z tobą pracować. Daj mi szansę. Przyrzekam, że nie będę czyhał na twoją cnotę.

Blake skrzywił się i potrząsnął głową starając się zapanować nad mętlikiem w głowie.

– Nie o to chodzi! – Upierał się, choć kłamał przez zęby. Harry go przytłaczał pewnością siebie i tym, że wydawał się, iż bez obaw mógłby sięgnąć po to, czego zapragnął i Blake nie był pewien własnej reakcji, gdyby do tego doszło.

Harry ryzykując więcej niż miał odwagę, położył dłonie na szczupłych biodrach Blake'a i przycisnął go do siebie, uświadamiając większemu mężczyźnie, że nadal ściskał jego bluzę w wręcz brutalnym uścisku, trzymając ich blisko siebie. Nie dał mu czasu na reakcję tylko twardo spojrzał mu w oczy.

– Nie będę oszukiwał. Mógłbym próbować cię uwieść. Spowodować, że ciekawość by cię kusiła, wręcz zżerała. Ludzki umysł jest wielką zagadką. Prowokacja jednak zawsze działa. Ty w końcu też zacząłbyś się zastanawiać choćby podświadomie. Wiem, że mógłbym cię… zaciekawić i podpuścić. Sprowokować twoją męskość, wyzwać cię. Pokazać ci przyjemność, o której nie śniłeś, tak że zapomniałbyś, że jestem mężczyzną, bo po prostu pragnąłbyś więcej i więcej… – wyszeptał zdławionym, lekko zdyszanym głosem, czując jak jego podniecenie i ekscytacja rosła. Nie chciał panować na sobą, choć ten jeden raz. Blake wciągnął gwałtownie powietrze nosem, słuchając go jak zahipnotyzowany. Harry uśmiechnął się smutno. – …ale nie zrobię tego. To by nie było fair dla mnie. Miałbyś wymówkę, żeby mnie znienawidzić, bo to ja obudziłem w tobie dzikie żądze – powiedział z powagą, wolno sunąc dłońmi po silnych plecach Blake'a, delikatnie muskając ramiona, by w końcu zacisnąć ciepłe dłonie na nadgarstkach mężczyzny.

Przez moment Blake wyglądał jakby oczy miały mu wypaść z głowy, po czym nie mogąc nad sobą zapanować, wybuchnął śmiechem, prawie zginając się w pół. Równie wolno jak poprzednio Harry, ale skutecznie, ciągle się śmiejąc, Blake wyswobodził się z uścisku dłoni Harry'ego i klepiąc go lekko po piersi zrobił krok wstecz.

– Dzikie żądze, powiadasz? – Pokręcił głową lekko, ocierając kąciki oczu kciukiem. – Cóż… – zakpił.

Harry nie myśląc pchnął Blake'a ponownie na ścianę i przyparł do muru.

– Ja nie żartuję…

Blake uniósł dłonie w geście poddania wcale nie walcząc. Robił co w jego mocy, aby zapanować nad śmiechem, co najwyraźniej przychodziło mu bardzo trudno.

– Och, ja wierzę, że mówisz poważnie – przytaknął Blake, opierając głowę o ścianę i modląc się, aby odruchowo nie odepchnąć niższego mężczyzny. Inną opcją było przyciągnąć go do siebie i objąć drocząc się jeszcze bardziej z sfrustrowanym Harrym, a to byłoby szaleństwem. – Śmieję się, bo nie wierzę, że ty wierzysz, że dałbyś radę mnie uwieść.

Urażony do żywego Harry syknął przez zęby, chwytając Blake'a za kark i napierając na niego całym ciałem.

– Jeszcze byś się zdziwił – wyszeptał przysuwając do niego swoją twarz i prowokacyjnie patrząc na jego usta. – Póki płynie w twoich żyłach krew – przycisnął swoje budzące się do życia krocze do biodra Blake'a – wszystko jest możliwe. – Przez ułamek sekundy wtulił twarz w szyję większego mężczyzny, głęboko wciągając jego zapach. Westchnienie wymknęło mu się, sprawiając, że Blake znieruchomiał niczym statua, a drobne włoski stanęły mu na karku. Ciepły oddech owiał mu kark, kiedy Harry szeptał mu do ucha. – Wiesz o tym, prawda?

Walcząc z nagłym ściskiem w żołądku, Blake przełknął niespokojnie próbując odsunąć biodra od Harry'ego i oderwać spojrzenie od jego języka prowokacyjnie liżącego dolną wargę. Nie mógł znieść spojrzenia, skupionego na nim intensywnie mężczyzny. Jakim cudem znalazł się nagle w tej dwuznacznej, niepokojącej sytuacji nie miał pojęcia. Całe jego ciało wręcz wibrowało niespokojnie i czuł jak panika zakrada się do jego umysłu wraz z ciepłem i siłą ciała Harry'ego. Nawet jego zapach zdawał się wnikać mu pod ubranie.  

Stanowczo i niezbyt delikatnie odepchnął od siebie Harry'ego. To już nie było śmieszne.

Ten z krzywym uśmiechem odsunął się i skinął głową jakby wiedział coś, co umknęło Blake’owi.

– Dobrze, że nie mam zamiaru tego robić – powiedział tylko obojętnie. – Nawet, jeśli starczy ci odwagi, aby zaryzykować i zapozować ze mną do pozostałych zdjęć, nic ci nie grozi. W moich ramionach jesteś bezpieczny.

Blake chciał zareagować, ale był jednocześnie wściekły i zaskoczony, ostatecznie więc, praktycznie warcząc wymierzył w niego oskarżycielski palec.

– Nie pozwolę się zmanipulować w tak dziecinny sposób! Nie sprowokujesz mnie, aby uzyskać to, co chcesz.

– Nie pochlebiaj sobie!

Otwierane z trzaskiem drzwi poderwały ich na miejscu. Blake poczuł jak cała krew odpływa mu z twarzy, a nogi miękną w kolanach na widok, który ukazał się jego oczom.

– Cóż, my tu mamy? Sprzeczka kochanków? – padło od drzwi, kiedy futrynę wypełniły sylwetki dwóch postaci.

Blake czuł jak jego oczy rozszerzają się z niedowierzania. Suchy śmiech i okrutnie wykrzywione gęby Lou i Bena zmaterializowały się przed nim jak koszmar na jawie. Niedowierzanie zwyczajnie go sparaliżowało. Intruzi stali w drzwiach z łyżkami do opon w dłoniach i szyderczym uśmiechem.

– Ben. To miała być przyjemność, dać nauczkę Blake’owi-pieprzonemu-ideaowi-Rattisowi. Teraz to będzie rozkosz rozwalić łeb jego jebanej dziwce na dodatek – rzucił niedbale Lou uderzając metalem o dłoń. Blake poczuł jak jego krew zamarza w jego żyłach. Instynktownie stanął zasłaniając sobą Harry'ego. Mężczyzna parsknął z irytacją szczypiąc go w tyłek boleśnie i stając przy jego boku ze wściekłym sykiem.

– Nigdy więcej tego nie rób. Sam umiem o siebie się zatroszczyć.

– Harry!

– Och, nie kłóćcie się panienki. Kiedy skończymy z wami, nie będziecie się musieli martwić o siebie nawzajem… (...) 

CDN. 

Kocham was i gorąco ściskam ♥