Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

Budka z pocałunkami

Właśnie umieściłam piątą część 
Budki z pocałunkami. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. 
Z założenia to miał być koniec, ale jeszcze się waham. 
Zobaczymy co będzie dalej. 
Jak na razie postaram się dokończyć 
Święta jak z obrazka. 
Mam też nadzieję mieć więcej czasu na pisanie i dokończenie moich kolejnych prac. Zwłaszcza, że chciałabym zaprezentować wam opowiadanie
Wzięty przez zaskoczenie, 
bo ma duże znaczenie dla książki, którą piszę 
Zagubiony pamiętnik.
Ale jak sami wiecie nawet najlepiej ułożone plany czasem spalają na panewce, zwłaszcza kiedy nam bardzo zależy, więc nic nie obiecuję... tak na wszelki wypadek ;)

Czytajcie, dobrze się bawcie i komentujcie. Kiedy opowiadanie będzie do końca zbetowane, aby już nie było żadnych obaw o poprawność, będzie dostępne dla chętnych w formacie PDF.

Pozdrawiam serdecznie 

poniedziałek, 24 września 2012

Idę spać...

...a wy się bawcie z 

TRZECIĄ CZĘŚCIĄ

 Budki z pocałunkami 

:) 

Tekst nie betowany 

Jak zwykle czekam na komentarze. Tekst przeniesiony na swoją podstronę.

 

 

Teaser:

***

Dźwiękoszczelne drzwi gabinetu szefa działu Public Relations stłumiły odgłos uderzenia pleców Cory'ego o ich powierzchnię. Nie można było jednoznacznie określić czy to pchnięcie, czy lodowata twarz Connora zbliżająca się do jego własnej, odebrała mu dech. Pewne było, że za chwile przekona się co los dla niego szykuje. Serce bijąc niespokojnie z zaskoczenia i podniecenia prawie zagłuszyło groźne słowa wycedzone przez mężczyznę.
– Nie wyobrażaj sobie, że to ja poleciałem do twojego wuja na skargę. Nie zniżaj mnie do swojego poziomu!
– Gdzieżbym śmiał – odparł arogancko, choć na lekkim bezdechu. – Niczego sobie nie wyobrażam na twój temat. Nie muszę.
– Niewdzięczny palant! – Connor znów pchnął go na drzwi niespecjalnie delikatnie, mnąc w dłoniach jego koszulę i warcząc mu prosto w twarz.
Cory jęknął zdumiony i pozbawiony tchu. Zbyt blisko siebie się znajdowali, bo jedyne o czym mógł myśleć, to były ponętne usta znajdujące się tak blisko niego, a tak daleko jednocześnie. Tak bardzo chciał się przyssać do nich, choć zaciśnięte były w cienką linię, że na języku poczuł metaliczny posmak krwi, kiedy przygryzł dolną wargę, chcą się opanować.
Z całą pewnością źle by się to dla niego skończyło.
 Ciemnoniebieskie oczy ciskały w niego błyskawice, a granatowe obwódki na tęczówce, wręcz wydawały się ciemnieć z każdą sekundą, kiedy Connor z dezaprobatą spoglądał na niego. Długie, czarne rzęsy okalające jego oczy nadawały mu lekko demonicznego wyrazu. Mimo to, Cory w tym momencie jedyne czego pragnął to móc ująć tę przystojną twarz w dłonie i zacałować na śmierć.
Przecież do cholery powinien raczej martwić się o to, że Connor skopie mu tyłek!
St. Charles wyczuł chyba jego rozpalone spojrzenie na swoich wargach, bo wyszczerzył zęby warcząc z wściekłości. Brutalnie gniotąc perfekcyjnie białą koszulę Cory'ego, jednym szarpnięciem obrócił ich i zanim młodszy mężczyzna zdołał się zorientować, został ciśnięty na wielki, obrotowy fotel.
Oniemiał, a słowa dezaprobaty utknęły mu w gardle. Opadł na siedzisko prawie bezwładnie. Nie bał się, choć serce chciało wybić sobie drogę na zewnątrz wprost przez żebra. Oszołomiony mrugał, szukając słów, które w głowie odbijały mu się echem, ale nie znajdowały ujścia z jego rozdziawionych w szoku ust. Chciał uciekać, chciał się bronić lub kłócić, ale nie potrafił zareagować. Jak sparaliżowany wpatrywał się w przyczynę swojego cierpienia. Nie zamierzał dać się zastraszyć. Zanim jednak zdołał poderwać się na nogi czy zaprotestować, Connor już stał pochylony nad nim, opierając się rękami na oparciach po obu stronach, blokując wszelką drogę ucieczki.
– To, że nie wniosłem oskarżenia nie oznacza wcale, że nie poniesiesz kary, za to co zrobiłeś – wysyczał przez mocno zaciśnięte zęby. – Poniesiesz konsekwencje swojego wyskoku, ale nie zasługujesz na to, aby wylecieć z pracy.
– Zbytek łaski! – Cory nie wiedział co robić, ale nie jedno było pewne, nie zamierzał ustąpić pola. I bez względu na to jak bardzo pragnął znajdować się wszędzie tylko nie tutaj, nawet nie drgnął, kiedy Connor zazgrzytał zębami wkurzony. – Niczego od ciebie nie potrzebuję i nie boję się ciebie!
– Błąd, który może cię drogo kosztować… – mruknął złowieszczo Connor. Mała żyłka wręcz pulsowała na szczęce atakującego mężczyzny. Cory odpowiadając własnym twardym spojrzeniem, zaparł się obiema rękami o jego szeroką pierś, aby go odepchnąć. Pikantny, zmysłowy zapach Connora uderzał mu do głowy i nęcił, kusząc, aby się przytulić do silnego, promieniującego ciepłem ciała. A tego nie było mu wolno zrobić. Nie było i nigdy nie będzie wolno. Zaparł się z jeszcze większą siłą, zdeterminowany znaleźć się jak najdalej od tego człowieka. Potężniejszy mężczyzna nawet nie drgnął, uśmiechając się nagle drapieżnie. – Teraz się opierasz? Czy to nie jest troszkę za późno?
Andrews syknął wściekły na tę jawną prowokację. Pięć minut jeszcze nawet nie minęło odkąd został dość bezpardonowo zaciągnięty do gabinetu Connora, a ten po raz nie wiadomo który doprowadził go do szału w mgnieniu oka. Bezmyślnie, reagując na czystej adrenalinie i instynkcie, chwycił jedwabny, mega drogi krawat pochylającego się nad nim mężczyzny i pociągnął dosyć brutalnie w dół.
Okrzyk protestu stłumił własnym językiem.
Brutalny, praktycznie bolesny pocałunek trwał krócej niż tego pragnął, ale zmienił bieg jego krwi w rwący potok. Connor jednak nie miał zamiaru dać się tym razem tak łatwo uwieść, bo Cory zmuszony został, aby się ugiąć pod jego wolą. Stracił kontrolę w mgnieniu oka, kiedy jego wargi zostały zmiażdżone za karę. Pocałunek był jak porażenie prądem i trwał nie wystarczająco długo, aby którykolwiek z mężczyzn nim się nasycił. Wystarczył  jednak by na nowo zasmakowali namiętności i pragnienia. By wróciły wypierane przez obu wspomnienia.
– Nie tak szybko, chłopczyku – wymamrotał Connor odrywając od siebie gorące, spuchnięte wargi Cory'ego, wplatając długie palce w jego jedwabiste blond włosy z tyłu głowy i bezlitośnie odchylając mu ją do tyłu lekkim szarpnięciem. Ciche syknięcie zignorował jakby go nie było. – Najwyraźniej odniosłeś mylne wrażenie, że możesz brać co chcesz…
– Biorę tylko to co dostaję dobrowolnie… – odwarknął Cory niezrażony. Jego pierś opadała od gwałtownych oddechów nad którymi próbował zapanować. Ciemny, gorący rumieniec palił mu twarz, a żołądek trząsł się. Nienawidził być jednocześnie podniecony i wściekły, a to były zazwyczaj dominujące uczucia w towarzystwie tego mężczyzny. – Nie zmuszam cię do niczego, czego sam byś nie chciał…
Connor poczuł jak krew uderza mu na twarz i do głowy. Wepchnął się między kolana siedzącego Cory'ego i praktycznie wdusił go w oparcie, boleśnie zaciskając palce na szczupłych ramionach swojego towarzysza.
– Nie masz bladego pojęcia czego chcę – wymamrotał pochylając się jeszcze niżej i dysząc mu w twarz. Ich oddechy zmieszały się, sprawiając, że Cory musiał kilkakrotnie przełknąć, bo zaschło mu w ustach. Connor zmrużył oczy przyglądając mu się uważnie i obserwując każdy jego najmniejszy ruch, i reakcję. Praktycznie leżał na nim, bo odchylający się fotel ustępował, przed jego wściekłym naciskiem i sporym ciężarem, wydawał się jednak tego nie dostrzegać, tak skupił się nad werbalną potyczką. – Nie masz nic! Nic! Czego był pragnął! Bawi mnie po prostu to, jak bardzo zdajesz się mnie pożądać…
– Kłamiesz! – krzyknął zraniony do żywego Cory. Serce dławiło go w gardle, a upokarzające łzy zapiekły pod powiekami. Najbardziej na świecie chciał się oszukiwać, że było inaczej, że miał coś, czego Connor mógłby zapragnąć. I nie miało znaczenia jak bezsensowne pragnienie to było. Chwycił biodra ukochanego i odpychając go całą siłą jaką posiadał zmusił do wyprostowania się. Kiedy tamten chcąc zachować równowagę ustąpił pod silnym naciskiem, Cory wykorzystał moment zaskoczenia i wtulił twarz w obrzmiałe z podniecenia krocze znajdujące się tuż przed nim.
Obaj jęknęli na głos.
Przyjemność sprawiła, że Connor musiał zablokować uginające mu się nagle kolana. Nie potrafił wyartykułować cisnącego mu się na usta protestu, choć bardzo chciał. Chciał móc oburzyć się i wściec. A jedyne co mógł to przytulać głowę jasnowłosego mężczyzny, trącego o jego nabrzmiałego penisa policzkiem i nosem. Dwie cienkie warstwy materiału nie chroniły wrażliwego organu przed ciepłym oddechem ani rozkosznym tarciem. Sprytne szczupłe dłonie znalazły drogę pod jego schludnie schowaną za paskiem koszulę i wślizgnęły się pod spód, sunąc mu po plecach i żebrach wstrząsając całym ciałem. Zimne dreszcze spłynęły mu po kręgosłupie, stawiając każdy najmniejszy włosek na baczność. Gęsia skórka obsypała jego pierś, a sutki zmieniła w maleńkie supełki.
– Mam dość twojej zabawy! – wyjęczał w końcu, odrywając gorące dłonie błądzące mu po skórze, rysując erotyczne obietnice. Nie pozwalały mu myśleć. Chciał zrobić krok do tyły, ale jego nogi ważyły tonę i czuł się jak uwięziony w miejscu. Cory zignorował go i nadal muskał nosem całą dumnie prężącą się pod czarnym materiałem męskość. Mamrotał do siebie wchłaniając coraz więcej podniecającego i uzależniającego zapachu rozgrzanego ciała. – Nie chcę tego, rozumiesz?! – praktycznie wrzasnął w ostateczności St. Charles, mimo to wypychając w naturalnym odruchu biodra, jakby jego ciało lepiej zdawało sobie sprawę z jego pragnień i potrzeb.
Cory znieruchomiał przez moment. Nadal przytulony, objął ramionami szczupły pas swojego ukochanego i spojrzał w górę, wbijając spojrzenie w zaskoczonego Connora. Ich spojrzenia starły się, tak jak i ścierały się ich osobowości, i charaktery.
– Nie chcesz? – wymamrotał schrypniętym głosem, ironicznie unosząc brew. Zanim otrzymał jakąkolwiek odpowiedz, delikatnie zacisnął zęby na przekrwionym organie, ssąc materiał i mocząc go śliną. Oddech Connora utknął mu w gardle i zamiast odpowiedzi wyrwał mu się tylko charczący dźwięk. Cory złożył pocałunek na kuszącej wypukłości. Jeden i drugi, dociskając rozpalone wargi do wilgotnego materiału. Dłonie zaciskał prawie boleśnie na nieświadomie poruszających się biodrach. Nie skończył jednak jeszcze swoich tortur. – Nie będziesz chciał, nawet jeśli rozepnę pasek i zamek w twoich spodniach? Wsunę do środka dłoń i zacisnę ją na twojej seksownej, ponętnej męskości? – pytał cicho i prowokacyjnie, uważnie obserwując reakcje swojego partnera.
– Nie! – zawołał Connor, dla podkreślenia protestu nawet kręcąc głową. Nie drgnął jednak z miejsca, zaczerwieniony i zły jednocześnie za uleganie sztuczce.
– Nie chciałbyś, abym zaczął wolniutko lizać cię od czubka po samą nasadę i spowrotem? Ssał wolno? Żebym zlizał każdą słoną kroplę twojego pobudzenia? Wiesz, że pamiętam… jak szybko się podniecasz, kiedy pieszczę cię tuż pod żołędzią? – zapytał, chuchając przez materiał dokładnie we wspominane miejsce. Connor warknął w odpowiedzi, co Cory zupełnie zignorował. – Żałowałem, że nie mogłem cię posmakować… – wymamrotał z ustami przyciśniętymi do pulsującego organu  – …nie chciałbyś tego? Gdybym wessał cię głęboko do ust, to byś się opierał?
Przełykając ślinę ze złością i podnieceniem, Connor pominął milczeniem prowokację. Oderwał za to jego głowę, po raz kolejny lekkim szarpnięciem i przyglądał mu się przenikliwie, i twardo. Cory uśmiechnął się lekko.
– Co cię wkurza bardziej? To że mnie pragniesz wbrew własnej woli… czy to, że ja to wiem?   
Jednym szybkim pchnięciem Connor znów miał uwięzionego blondyna na fotelu.
– Nie. Wkurza mnie to, że wydaje ci się, że to ty ustalasz zasady tej zabawy… a tak nie jest… – wycedził dyrektor PR’u ponurym tonem.
Cory zamrugał zaskoczony chłodem i opanowaniem rozpalonego jeszcze przed chwilą mężczyzny. Zebrał swoje rozbiegane myśli i godność, i praktycznie taranując sobie drogę wstał z fotela, przepychając Connora. Miał zamiar wyjść stamtąd zanim padnie na kolana i zaproponuje niechcianego loda temu draniowi, taki zdesperowany i spragniony był.
– Widzisz… jest jeden poważny błąd w twoim rozumowaniu. – powiedział, zmierzając do drzwi z determinacją. Chciał wyminąć sztywno stojącego mężczyznę i zwiać, póki mógł logicznie myśleć. – Dla mnie to nigdy nie była zabawa…

                   

Spoiler dla CZĘŚCI CZWARTEJ:
                                      

 (…)


– Nie tak, nie w ten sposób… – wyszeptał zdławionym z pragnienia głosem, patrząc głęboko w oczy Connora. Następnego takiego razu by nie przeżył. – Kochaj się ze mną, albo odejdź. Nie wykorzystuj mnie.
Connor zgrzytnął zębami.
– A ty nie wykorzystujesz mnie? – zapytał zaciskając pięści na koszulce Cory'ego. Miał ochotę nim potrząsnąć.
– Nie… – Młodszy mężczyzna potrząsnął głową ze smutkiem. – Ja cię tylko kocham… 
                                                                                            (...)